Kiedyś już miałem podejście do tego kesza, ale wybrałem się latem w krótkich spodenkach, więc po chwili odpuściłem.
Dzisiaj doszedłem do obiektu bez problemu. Gdy się zbliżałem, miałem mieszane uczucia. Nawet powiedziałem sobie, że odpuszczę, jeśli będzie mocno zawalone. Na szczęście okazało się, że do podjęcia kesza nie trzeba wchodzić pod ten walący się dach, nad głową tylko niebo. Wiadomo, że może cos pójść rykoszetem, ale zawsze trochę pewniej.
Logbook taki długi, jakby kesz miał przeżyć jeszcze 100 lat
A co do willi naprzeciwko, to miałem okazję być nawet w środku, bo mieszka tam właściciel pewnej dużej, pabianickiej firmy. I gdy 10 lat temu pracowałem jako kierowca cateringu pudełkowego, to codziennie tu przyjeżdżałem.