Węże nigdy nie kojarzyły mi się ze świętami, ale może jak ktoś ma węża w kieszeni, kiedy przychodzi do płacenia za prezenty... kto wie. Pomijając problemy parkingowe (nie polecam pięknych, śnieżnych niedzielnych popołudni), to poszło bardzo zgrabnie. No i na tyle przy uczęszczanej ścieżce, że nie trzeba było się nurzać w śniegu po kolana, co dzisiaj bardzo na plusa gadzinka była absolutnie przeurocza, aż bym do domu zabrała. TFTC!