Keszyk znaleziony wraz z Lupim na mroźnym objeździe po Trzebnickich skrzyneczkach;) a właściwie to na powrocie. Konsultacja z ownerem zaowocowała sprawnym podjazdem na kordy, a tam podjęcie to byla już formalność. Całe szczęście, bo wiało jak nie wiem:p nawet widoków się nie naoglądaliśmy, bo zimno nas wygoniło z powrotem do auta;)
Dzięki za kesza!