2026-01-27 13:36
ajmdebest
(
3565)
- Znaleziona
Ulett prowadzi — „Zaufaj mi całkowicie”,
Po czym krąży w kółko… czwarty raz pracowicie.
Hint krótki, kesz prosty, miejsce instynktowne,
A Ulett: „To musi być bardziej cudowne”.
Mugol patrzy. Ona znika.
Tryb „jestem ławką” — perfekcyjna technika.
A finał? Historia znana:
Kesz był TAM, gdzie patrzyła, i pijemy szampana!
Skrytkę o nazwie Playlista Inoromka #3 znalazłem 27 stycznia 2026 o 13:36, wtorek.
To był mój 3366 znaleziony kesz.
Dziękuję Inoromek za pomysł i założenie skrzynki. Pozdrawiam serdecznie - Geokeszer z Wrocławia.
I na koniec logu takie tam:
Geocaching to jedna z tych przygód, które zaczynają się niewinnie: „a, pójdę tylko na krótki spacer”, a kończą na grzebaniu w krzakach, czołganiu się po lesie i tłumaczeniu przechodniom, że „nie, nie zgubiłem kluczy”. To taka zabawa, w której szukasz małych skarbów ukrytych przez innych zapaleńców, korzystając z GPS-a, intuicji i czasem naprawdę dziwnych pomysłów. Każdy znaleziony kesz daje ogromną frajdę, nawet jeśli w środku jest tylko logbook i ołówek krótszy niż twoja cierpliwość.
Najlepsze w geocachingu jest to, że dzięki niemu trafiasz w miejsca, o których istnieniu nie miałeś pojęcia. Nagle okazuje się, że tuż obok domu jest super punkt widokowy albo stary bunkier, a ty przez lata mijałeś go obojętnie. To świetny pretekst, żeby ruszyć się z kanapy, przewietrzyć głowę i udawać odkrywcę, nawet jeśli jedyną dżunglą w okolicy jest park miejski.
Geocaching potrafi też uczyć pokory, bo czasem kesz „jest na pewno tutaj”, tylko nikt go nie widzi przez 20 minut. Ale gdy w końcu go znajdziesz, radość jest jak po wygraniu w totka. To wspaniała przygoda, pełna śmiechu, małych porażek i wielkiej satysfakcji, która szybko wciąga i sprawia, że świat staje się jedną wielką mapą skarbów.