Do kesza poprowadziła nas ekipa zaprzegu od grubego, ale inkoguto (bez sań i poroży). Patrzyły się na nas jakbyśmy nie mieli odpowiednich przepustek żeby dostać się do dzwona. Ale jednak się udało. Jakimś cudem nawet dzwon dzwonił przy otwarciu;) Magia świąt! Dzięki