Wpisy do logu [12DŚBN Trójmiasto 2025/2026] Świąteczna Sowa
18x
0x
0x
1x Galeria
2026-01-05 17:49
ryne05
(
2518)
- Znaleziona
Wyruszyliśmy w ciemność, w której las oddychał zimowymi obłokami wielkiego miasta, a światełka w oddali migotały jak Mychowe duszki.
A potem jeszcze podjazd, zjazd i wjazd, niemal wężykiem, jakby prowadził nas sam wielki las.
Urbexowe szkielety po drodze wyglądały jak strażnicy dawno zapomnianych świąt, a światełka migotały wśród gałęzi jak oczy istot, które nie do końca chcą być widziane.
Etap pierwszy wpadł wężykiem, jakby sam las próbował nas zmylić, prowadząc ścieżką, która śladów miała tyle, ile krzaczków.
A jednak trafiliśmy na pierwszą wskazówkę, lecz zegara nie było.
Azymut wskazał kierunek, lecz powietrze było gęste, jakby niosło w sobie echo dawnych kolęd, śpiewanych przez tych, którzy nigdy nie wrócili z zimowych wypraw.
Ćwiczenia przed ZEWem Trzech Króli - a może trzech królików, które w mroku wyglądały jak posłańcy z innego wymiaru — wprowadziły nas w rytm tej nocnej wędrówki.
I wtedy pojawiła się ona.
Sowa.
Nie zwykła, nie leśna, lecz taka, która zna tajemnice drzew starszych niż pamięć.
Jej głos - hu‑hu, tembrzący, głęboki - brzmiał jak zaklęcie, jak ostrzeżenie, jak powitanie.
Jej oczy błyszczały jak dwa oqultystyczne księżyce, które widziały więcej niż ludzie powinni wiedzieć.
Tylko nie wiadomo... co.
W świetle latarek jej pióra połyskiwały jak srebro z innej epoki, a oczy odbijały światło tak, jakby patrzyły nie na nas, lecz przez nas - w miejsca, gdzie czas nie ma odwagi zaglądać.
Potem finał - jak rozpakowywanie prezentu, który, jak się okazało, sam wybiera, co chce ujawnić.
Czego nie było, tego nie wzięliśmy, ale cukierki zniknęły szybciej niż echo sowiego głosu.
A las zamknął się za nami cicho, jakby nic się nie wydarzyło.
Jakby to była tylko opowieść, albo początek następnego rozdziału.
Wieczorynkowa wyprawka bez prawka z Huragan_Polnocy i Mycha oraz narciarzem w tle.