Wpisy do logu Kolejowy spacer dawnym torowiskiem
21x
4x
0x
2025-11-16 13:13
ryne05
(
2525)
- Znaleziona
Gdy tylko opadła mgiełka ostatniej Hailoweenowej misji z butów ekipy rządzącej się pożądaną żądzą przygód przez odmęty leśnych ostępów stromych wśród dzikich korpoludków, a resztki psychodelicznych dźwięków jeszcze muskały małżowinki uszne wkroczyliśmy w znanym składzie z Huragan_Polnocy i Mychą na dawne torowisko, które tego dnia wyglądało jak ścieżka utknięta między światem pędzących z metalicznym posuwistym świstem eklektycznych dżdżownic wzniesionych ponad poziomy, a sennym puszczańskim zbiorem statycznie majestatycznych dżew. Tymczasem nieustannie sączący się z nieba jak eliksir melancholii i wciskający w wymienione małżowinki deszcz, skutecznie wypierał ostatnie ćwierćnutki harfy pajęczej, przy czym spływał z gałęzi niczym srebrzysty atrament, a resztki liści szeptały historie pociągów z ich dusznymi parowozami, które od dawna już nie istnieją, lecz wciąż przejeżdżają tu w mglistej pamięci unoszącej się oparami historii, a nieistniejące podkłady skrzypiały(by) pod stopami, jakby próbowały ostrzec: „tak-to-to, tak-to-to.. będzie to ostatnia historia, której nikt nie skończy…”.
…i właśnie w tej chwili, gdy echo dawnego stukotu kół zaczęło drżeć w powietrzu jak wspomnienie, które samo boi się wrócić, torowisko przed nami zaczęło się lekko wykrzywiać, wymieniając szeptem po łacinie wszystkie mijane zakręty, a było ich o jakże wiele, wiele, wiele... Brzmiało to jakby chciało odlecieć w stronę własnego obiektu publicznego, czyli oczy_wiście dworca kolejowego. Huragan_Polnocy zatrzymała się na moment, jakoby wyczuła subtelne drżenie z wrażenia ziemi, lecz nie był to zew wiatru, ani (Asi?) deszcz, lecz coś znacznie głębszego, niestety jeszcze nieodkrytego, pod glebą się wijącego.
Mycha, jeszcze nie uwierzyła, lecz wskazała na jedynie słuszną z jej punktu widzenia ciemniejszą ścianę lasu, gdzie unoszące się opary układały się w kształt przypominający bramę. Nie była to jednak brama z drewna ani kamienia, lecz niemal czasoprzestrzenne przejście pomiędzy tajemniczym światem, a nierealną rzeczywistością. Nagle powietrze zgęstniało, drzewa stały się podobne, a tunel... stał się nie do przejścia.
W oddali rozległ się niski, przeciągły pomruk, jakoby grzmot, a bardziej jego echo, niczym westchnienie starego czasoprzestrzennego parowozu, który nie pogodził się z własnym odejściem. Krople deszczu zaczęły spadać wolniej, jakby czas na chwilę zwolnił, a my z pełną nieświadomością przeszliśmy na drugą stronę.
I tam właśnie było w końcu to, co od dawna czekało, by ktoś znów je odnalazł.
I tak zakończyła się ta mglista, ale jakże mokra i piękna przygoda. Dziękujemy.