Wspólnie z wiolinką. Po poprzednim awaryjnym logbooku nie ma śladu. Został tylko worek-tzn resztki. Zrobiliśmy nowy logbook w strunówce, zawinęliśmy w resztki tego czarnego i wcisnąłem całość pod prawy garb;) korzenia, bo pod kamieniem w otworze korzenia był zbyt widoczny. Sam logbook starczy nawet na długo. Pozdrawiamy z Jeleniej Góry