Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 600 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Kopciuszek - OP995M
Właściciel: szabla
Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne.
Wysokość: m n.p.m.
 Województwo: Polska > wielkopolskie
Typ skrzynki: Tradycyjna
Wielkość: Mała
Status: Gotowa do szukania
Data ukrycia: 20-09-2020
Data utworzenia: 20-09-2020
Data opublikowania: 21-09-2020
Ostatnio zmodyfikowano: 08-01-2022
14x znaleziona
0x nieznaleziona
1 komentarze
watchers 4 obserwatorów
29 odwiedzających
14 x oceniona
Oceniona jako: znakomita
3 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: Antosiu, Asek19, uhuhu
Musisz się zalogować,
aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki
Atrybuty skrzynki

Można zabrać dzieci  Weź coś do pisania  Umiejscowiona na łonie natury, lasy, góry itp 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC.
Opis PL

Wcale nie tak dawno, dawno temu i wcale nie za górami, a tuż za lasem mieszkała sobie Krysia Mizerówna. Dziewczę miało pecha od samego urodzenia, bo jej matka wydawszy ją na ten ziemski padół, wyzionęła ducha i udała się już na zawsze w zaświaty. Ojciec kochał Krysię nad życie, nauczył ją wielu pożytecznych rzeczy, wspólnie majsterkowali, naprawiali i remontowali wszystko sami. Jednak gospodarstwo potrzebowało kobiecej ręki, więc kochający Krysię ojciec powtórnie się ożenił. Trafił niestety na kobietę zaborczą i pełną nienawiści, która biedną Krysię sprowadziła do rangi służby, mimo że to już od dawna zakazane. Podobnie biedną dziewczynę traktowały jej dwie przyrodnie siostry, córki macochy.

Pewnego poranka, kiedy Krysia Mizerówna wstała doić krowy, przeczytała w gazecie jarocińskiej, że już dziś wieczorem w Kotlinie odbędzie się lokalny odpowiednik dożynek, czyli Święto Pomidora. Wydobyła więc ze swojej szafy najładniejszą sukienkę, którą ukochany tata kupił jej na niegdysiejszy odpust w twardowskiej parafii. Kiedy zobaczyły to zawistne siostry zaczęły wyśmiewać biedną Krysię:

– Gdzie ci na Święto Pomidora, mizeroto?

– Oszalałaś? Może nawet liczysz na to, że zatańczysz z Wojtkiem, synem właściciela firmy budowlanej? Ale on jest bogaty i przystojny. Niedoczekanie, łajzo!

Z sukienką poszło złośnicom szybko: jedna poodrywała lawendowe kokardki, druga rozerwała lilakową woalkę, pierwsza znowu wytarła ręce tłuste od chipsów w gorset, a druga potężnie, prosto z głębi smarknęła w marszczoną tkaninę.

– Zresztą nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie wydobędziesz wszystkich ziaren ziela angielskiego i pieprzu w tego wielkiego garnca bigosu. Biada ci, jak tylko jakieś tam zostanie. Wylejemy ci go na głowę i po wsi cię przegonimy!

Dorzuciły jeszcze całą paczkę przypraw, dokładnie wymieszały, po czym buchnęły śmiechem i oddaliły się, bo niebawem miała do nich przyjechać kosmetyczka.

Biedna Krysia gorzko zapłakała nad swoją niegdyś piękną sukienką i  nad swoim nieszczęsnym losem. Przyszedł pocieszyć ją Fafik, pies-znajda oraz kura Grzebula, która znosiła jajka już tylko z doskoku. Krysia przez potok łez nie zauważyła, że w jej pokoju pojawił się ktoś jeszcze:

– Wstań kochana.

– Matko chrzestna, co tutaj robisz?

– Przyszłam wysłać cię na Święto Pomidora.

Szybkim ruchem różdżki zamieniła Krysi zepsutego i pordzewiałego, pomarańczowego jubilata w potężnego Jeepa Wranglera, a zniszczoną sukienkę w cudowny ubiór w sam raz na lokalne święto – skromny, nieco terenowy, a zarazem robiący piorunujące wrażenie. Krysia spojrzała na nie lekko zniesmaczona i zapytała samą siebie w duchu: „W tym mam się ludziom pokazać?”.

– Zaufaj mi – rzekła tajemniczo matka chrzestna, jakby czytając w jej myślach, po czym dodała przestrogę – Tylko pamiętaj: jak tylko zobaczysz śmierć, zaraz uciekaj, bo lada moment czar pryśnie.

– A co z bigosem?

Matka chrzestna ponownie zamachała różdżką i wszystkie czarne kuleczki znalazły się w miseczce obok garnca.

Kiedy już zmierzchało, Krysia wsiadła do Jeepa i pojechała na Święto Pomidora. Muzyka radośnie dudniła basem i zachęcała do tańców. Zobaczyła w oddali swoje przyrodnie siostry. Z trudem je poznała, gdyż ich prawdziwe oblicza skrywały tony makijażu, a palce ledwo co utrzymywały plastikowe kubki. Cóż, dłuższych tipsów nie dało się przykleić. Zauważyła też, że co chwilę odbiegały wzrokiem i szukały Wojtka, najsmakowitszego kąska w całej wsi. Zachowywały się bardzo głośno, nieudolnie próbując zwrócić na siebie uwagę.  Ten jednak zdawał się niezainteresowany ganiającymi za nim kobietami, zwłaszcza że wyglądały jak ściany, które ostatnio pomagał ojcu tapetować w pobliskim burdelu. Nie lubił różu i falbanek, gardził głupotą i brakiem zaradności. Tańce go nie kręciły, alkohol z kolegami też tak średnio, więc zniknął z pola widzenia.

Krysia popróbowała pomidorowych przysmaków z konkursu, obejrzała z zachwytem lokalne rękodzieło i stwierdziła, że nic tu po niej i wraca. Przy Jeepie spotkała właśnie Wojtka, który podziwiał kunszt amerykańskiej linii produkcyjnej. Ucięła sobie z nim pogawędkę o aucie, szybko przeszło na majsterkowanie, rodzaje bitów, śrub, anegdotki, żarciki. Byli coraz bliżej siebie, bo hałas dobywający się ze sceny skutecznie utrudniał jakże przyjemną rozmowę. Nagle muzyka ucichła i z głośników dało się słyszeć krzyk: „Lekarza!”.

Krysia widziała już dziś wiele „zgonów”, ale głównie owi denaci tulili pustą butelkę po tanim winie (kaucja 80 gr.). Zrozumiała, że to była ta śmierć, o której mówiła matka chrzestna. Ku wielkiemu zdziwieniu Wojtka szybko się pożegnała, wsiadła do Jeepa i zaczęła manewrować na parkingu. A że nie była wprawionym kierowcą, Wojtek zdążył wskoczyć na tyły i chwycić się relingów. Tak długo zwisał, na ile mu sił starczyło. Obok kotlińskiego cmentarza już leżał na asfalcie i widział, jak auto oddala się drogą na Twardów.

Nie wiadomo, co sobie wyobrażał, ale długo się nie zastanawiając puścił się biegiem w tamtą stronę. Świateł już nie widział, ale za górką zobaczył bardzo daleko dziewczęcą postać. Nagle runął jak długi, bo nie zauważył leżącego na środku drogi zdezelowanego jubilata w kolorze pomarańczowym. „Pewnie jakiś pijak zostawił” – pomyślał z nienawiścią. Odciągnął stary rower do rowu, żeby nikt nie powtórzył jego gleby, i znalazł tam należący z pewnością do niej…

No właśnie, jaki będzie koniec tej historii?

Autor tekstu Blondi

Opowiadanie inspirowane wydarzeniem, którego byliśmy świadkami na Święcie Pomidora 2015.

 

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/poznan/podczas-koncertu-zmarl-lider-zespolu-kamieniarze/nvch749#slajd-2

 

 

Zasady reaktywacji Reaktywacja jest zabroniona i nie ma od tego wyjątków.
Przeczytaj więcej o reaktywacji skrzynek TUTAJ
Dodatkowe informacje
Musisz być zalogowany, aby zobaczyć dodatkowe informacje.
Obrazki/zdjęcia
gdzieś tutaj
Wpisy do logu: znaleziona 14x nieznaleziona 0x komentarz 1x Wszystkie wpisy