Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 600 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Rozstajne drogi - OP6960
W drodze do domu
Właściciel: Dombie
Ta skrzynka należy do GeoŚcieżki!
Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne.
Wysokość: 173 m n.p.m.
 Województwo: Polska > wielkopolskie
Typ skrzynki: Nietypowa
Wielkość: Mała
Status: Gotowa do szukania
Data ukrycia: 01-06-2013
Data utworzenia: 01-06-2013
Data opublikowania: 01-06-2013
Ostatnio zmodyfikowano: 20-03-2016
23x znaleziona
4x nieznaleziona
7 komentarze
watchers 6 obserwatorów
103 odwiedzających
18 x oceniona
Oceniona jako: znakomita
2 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: leszek., Mi-Mi
Musisz się zalogować,
aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki
Atrybuty skrzynki

Można zabrać dzieci  Dostępna rowerem  Wymagany dodatkowy sprzęt  Potrzebny kompas  Szybka skrzynka  Offset cache  Umiejscowiona na łonie natury, lasy, góry itp 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC.
Opis PL

Opowiem Wam pewną historię...

Mój pradziadek (w dalszej częśći tej opowieści będę go dla uproszczenia nazywał dziadkiem) wkrótce po ślubie i przyjściu na świat córeczki wyjechał do Francji. Czasy to były ciężkie - Wielki Kryzys dawał się ludziom we znaki. Dziadek był jednak zaradnym człowiekiem i wkrótce znalazł sobie zajęcie. Zajął się przemytem broni, krążąc między Francją, Niemcami i Belgią. W końcu złapała go francuska policja i jako obcokrajowca deportowała. W międzyczasie osamotniona babcia wdała się w romans z pewnym amantem (żonatym i dzieciatym zresztą) z sąsiedniej wsi. Romans okazał się owocny. Dziadek wprawdzie o wszystkim wiedział (otrzymywał najświeższe wiadomości od życzliwych), ale dopóki przemytnicze szczęście mu sprzyjało jakoś się tym nie przejmował. Kiedy jednak uwięziono go i deportowano postanowił - skoro i tak miał wrócić do Polski - zemścić się na niewiernej małżonce i przede wszystkim na jej amancie. Jakimś cudem udało mu się (mimo deportacji) przeszmuglować do kraju pistolet, postanowił więc, że zamiast wrócić od razu do domu, zaczai się u jednego z sąsiadów i dopadnie łotra. Sąsiad, umotywowany zapewne przekonującymi argumentami (zwłaszcza tym z lufą), przyjął go i zapewnił, że może czekać ile chce. Jednocześnie jednak w sekrecie doniósł kochasiowi o zastawionej na niego pułapce. W końcu, po trzech dniach czekania, dziadkowi się znudziło i oficjalnie wrócił do domu. Natychmiast zaprowadził nowe porządki. Przede wszystkim kazał swej niewiernej żonie pozbyć się nieślubnego dziecka, które miało wtedy niewiele ponad miesiąc. Babcia zdawało sobie sprawę, że jej kochanek w żadnym razie nie zaopiekuje się córeczką. Miał w końcu żonę i własne dzieci. Na szczęście udało się jej znaleźć kogoś, kto przygarnął maleństwo. Musiało minąć wiele lat zanim mogła ona wrócić do matki, nawet wtedy jednak dziadek nie uznał jej za swoją córkę.

Po tak dramatycznym entré, dziadek musiał zmierzyć się z codziennością. Mówiąc eufemistycznie, nigdy nie miał zamiłowania do pracy na roli - zresztą pewnie gdyby miał, nie zająłby się przemytem broni... Skoro jednak miał się zająć czymś "normalnym" postanowił, że zacznie handlować. Kupił więc mnóstwo nici i igieł i zaczął chodzić po okolicznych wsiach nosząc je za pazuchą i sprzedając potrzebującym. Szybko zorientował się, że ten sposób handlowania nie przyniesie mu fortuny. Trzeba było wypłynąć na szersze wody! Dlatego zmajstrował sobie stragan, który pozwolił mu handlować także na targowiskach. Najpierw w Wieruszowie, później i w innych miasteczkach, takich jak Lututów, czy Kępno. Wieruszów był dość blisko, ale do innych miast trzeba było jakoś dotrzeć, dlatego dziadek umówił się z pewnym kupcem z Wieruszowa, który miał własny wóz i konie, że - za odpowiednią opłatą - będzie zawoził na owe targi jego stragan oraz córkę (czyli moją babcię). Oczywiście chodziło o jego prawowitą córkę, mającą już kilkanaście lat. Sam musiał do miast targowych docierać piechotą...

I tu dochodzimy do sedna historii i jej związku z keszem:)Otóż, pokonując pieszo drogę na targ do Kępna i z powrotem, dziadek przemierzał również opatowskie lasy. Sprawdzając możliwy przebieg dziadkowej trasy ustaliłem (z kilku niezależnych i w pełni wiarygodnych rodzinnych źródeł), że biegła ona dokładnie przez rozstaj, przy którym ukryłem kesza. Jedyne, czego nie udało mi się ustalić na pewno, to którą dokładnie trasą dziadek szedł od rozstaju, kiedy wracał (oba warianty zaznaczyłem na mapie). Bardziej prawdopodobny wydaje się wariant południowy, ponieważ większość moich "informatorów" twierdziła, że od rozstaju dziadek szedł do Prosny brzegiem lasu. Obecnie rozstaj jest w całości w lesie, ale na przedwojennej mapie jest w nim coś w rodzaju małej "dziury". Jedna z dróg prowadzących od rozstaju biegnie teraz zgodnie z ówczesną granicą lasu.

Wszyscy moi rozmówcy potwierdzali, że dziadek był człowiekiem nieznającym strachu. Kiedy wracał z targowiska w Kępnie była już dość późna pora (do domu docierał około północy), ale dziadek nie bał się ani ludzi, ani zwierząt, ani złej pogody. Teraz można podjechać do kesza samochodem, czy rowerem, a jeśli nawet ktoś uzna, że nie chce wjeżdżać autem w leśne dukty, to od asfaltowej drogi z Wieruszowa do Opatowa czeka go miły spacer o długości zaledwie nieco ponad kilometra...

A dziadek? Po jakimś czasie dorobił się na tyle dużej kwoty, że kupił w Wieruszowie własny sklep. I dopiero wojna wszystko wywróciła do góry nogami. Ale to już zupełnie inna historia...

Kilka uwag dla poszukiwaczy (po reaktywacji 19 marca 2016):

  1. Pierwsza wersja kesza schowana była w sposób tradycyjny i miała rozmiar normalny. Z ostatnich relacji wynika, że sprawcami zniknięcia mogły być dziki, które istotnie mogły wyczuć coś do jedzenia. Później jednak w tym miejscu zaszły dalsze zmiany. Prawdę mówiąc, kiedy przybyłem tu w celu reaktywacji kesza i zobaczyłem te zmiany, to ogarnął mnie smutek, bo miejsce, niegdyś trochę tajemnicze i bajkowe bardzo wiele z tego klimatu straciło. Szczególnie ucierpiał jeden z kierunków, co dobrze pokazują dwa pierwsze zdjęcia. Słupek obok którego schowany był kesz nie jest już pięknie obrośnięty krzaczkami, ale obsypany stosem ceglanego gruzu, którym również ktoś starał się utwardzić skrzyżowanie i fragment jednej z dróg. Moim zdaniem efekt tych działań wygląda przygnębiająco i w sumie nie różni się wiele od wywalania śmieci do lasu . Przez moment pomyślałem sobie nawet, że może trzeba pozwolić, by ten kesz stał się historią, ale potem stwierdziłem, że mam do niego zbyt wielki sentyment - z wielu powodów. Postanowiłem jednak zmienić miejsce, rozmiar i sposób ukrycia kesza.
  2. Poprzednia wersja była płytko zakopana. Teraz też jest schowana w ziemi, ale trochę inaczej. Na pewno nie będzie potrzebna łopatka, ale zdecydowanie mogą się przydać rękawiczki i być może również porządny scyzoryk lub śrubokręt o płaskiej końcówce. Sądzę jednak, że można będzie sobie poradzić również bez nich.
  3. Obecnie kordy nie wskazują miejsca ukrycia. Ustawiłem je mniej więcej na środek leśnego skrzyżowania. Żeby odszukać kesza stań na kordach i popatrz w kierunku, jaki wskazuje azymut będący sumą numerów dwóch dróg pożarowych, jakie przecinają się na tym skrzyżowaniu. Kesza znajdziesz za pierwszym drzewem, jakie wpadnie ci w oko, kiedy popatrzysz we właściwym kierunku.
  4. Przy podejmowaniu uważajcie na rosnące wokół roślinki - nie zadeptujcie ich i nie niszczcie.
  5. Podejmując i odkładając kesza uważajcie, żeby nie nabrudzić, bo może to spowodować nieszczelności. Odgarnijcie starannie ziemię, a po wszystkim upewnijcie się, że wszystko jest dokładnie zamknięte i zamaskowane.
  6. W tym miejscu kiedyś był kesz o tej samej nazwie (OP1993), którego byłem ostatnim znalazcą. Niestety, zostałem go w stanie szczątkowym - prawdopodobnie uległ on zniszczeniu w czasie leśnych prac. Ze względu na rodzinną historię postanowiłem reaktywować go jako nowego i własnego już kesza - to mój pierwszy, więc proszę o wyrozumiałość:)W pierwszej wersji mojego kesza umieściłem też na dnie pozostałości po tamtym, ale niestety wraz z zaginięciem tego kesza odeszły one na zawsze do Hadesu...
  7. Komary to nie moja sprawka.

 

Dodatkowe informacje
Musisz być zalogowany, aby zobaczyć dodatkowe informacje.
Obrazki/zdjęcia
Droga dziadka z targu (po prawej)
A to mniej więcej ten sam widok w dniu reaktywacji :(
Droga dziadka do domu (po lewej)
Droga dziadka na przedwojennej mapie
Przy tym słupku była pierwsza wersja kesza
Tak wyglądał słupek w dniu reaktywacji :(