OC logo
Banner
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
Multicache
difficulty terrain
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Przygodowiec II - Straszyński Topielec - OP1C8B
Przygodowiec Maciej wyruszył do straszyna aby zająć się grasującym tam topielcem
Właściciel: indyk
compass Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne. (WGS84)
altitude Wysokość: 58 m n.p.m.
location Województwo: Polska > pomorskie
type Typ skrzynki: Multicache
size Wielkość: Normalna
status Status: Zarchiwizowana
time Czas: 2:30 h    wayTo Długość trasy: b.d.
hidden Data ukrycia: 02-07-2009
creation-date Data utworzenia: 07-07-2009
last-mod Ostatnio zmodyfikowano: 15-05-2014
znaleziona 26x znaleziona
nieznaleziona 2x nieznaleziona
komentarz 3 komentarze
watchers 13 obserwatorów
visits 1 odwiedzających
votes 24 x oceniona
score Oceniona jako: znakomita
rekomendowana 17 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: aknahh, alicja065, Beeras, Chester, ci3jk4, DeJot, harpus, hipul, Jed team, jjactive, mushin, patimak, Pillow, rushcore, tańczące fasolki, theali, trojmiasto
Aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki,
musisz się zalogować.
attributes Atrybuty skrzynki

Umiejscowiona na łonie natury, lasy, góry itp  Potrzebna łopatka  Potrzebne hasło do logu! 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC. link
description Opis PL

Uwaga, aby odnaleźć skrzynkę, należy przeczytać opowiadanie o Przygodowcu Macieju!

 Skrzynka znajduje się w okolicach jeziora Straszyńskiego

Wielkie dzięki dla MAĆKA, który reaktywował skrzynkę! Tylko dzięki niemu Topielec powrócił!

 

jezioro
 

 Zapraszam też do Gdańska na pierwszą część Przygodowca. (już niebawem powrót!)

 

Jako start zaznaczyłem koniec drogi asfaltowej i zejście w stronę jeziora, a nie miejsce ukrycia skrzynek!

Dalej trzeba podążać za wskazówkami z opowiadania.

Hasło do logu ukryte jest w trzech skrzynkach. Jest to przepis na to "Jak zabić topielca?". Wszystko piszemy bez odstępów i wielkimi literami.

Pod opowiadaniem jest jeszcze parę wskazówek, które ułatwią wyprawę śladami przygodowca.


Przy podejmowaniu finałowej skrzynki proszę nie używać łopatki! Kesz nie jest głęboko, a takie narzędzia mogą go uszkodzić

Poproszę o maskowanie wszystkich keszy ściółką leśną!

Dzięki Strachu za pomoc w ukrywaniu skrzynki!

Przygodowiec Maciej i Straszyński Topielec

Parę lat minęło gdy ostatni raz słyszałem o tych oślizgłych potworach. Ni ludzie, ani też nie ryby- żarłoczne topielce. Jedna z tych bestii znowu w Straszynie się pojawiła i ludzi straszy. Jak ją ubić nie wiem. Znam za to opowieść o Przygodowcu Macieju. Wysłuchajcie jej uważnie to może dowiecie się jak bestii się pozbyć.

Nie wiecie kim są Przygodowcy? To wędrowcy, którzy w dawnych latach przemierzali różne krainy. Znali oni wiele sekretów i zawsze gotowi byli poznać ich więcej. Szukali miejsc magicznych i niezwykłych. Znajdywali tam różne skarby i często musieli stawić czoło istotom, które w naszym świecie istnieć nie powinny.
Posłuchajcie opowieści o najwspanialszym z Przygodowców Macieju.

***

Maciej stał na skrzyżowaniu dróg pod kościołem. Słońce nieznośnie paliło jego skórę. Panująca duchota nie dawała też spokoju jego wierzchowcowi. Koń parskał nerwowo i z nadzieją wypatrywał cienia. Przygodowiec poklepał zwierzę i sięgnął po bukłak z wodą. Głowa pękała mu jakby tysiąc taranów uderzało o jego czaszkę.
Wtem zobaczył ruch jakiś w oddali. To nadjeżdżał Krzysztof. Młody chłopak, któremu jeszcze siedemnaście wiosen nawet nie wybiło, bratanek sołtysa miał być jego przewodnikiem w drodze do legowiska topielca. Maciej czuł, że bardziej od przewodnika potrzebuje jeszcze bukłaku wódki. Wczorajszego wieczora, aż za hojnie wójt go przyjął. Była strawa, trunek i dziewek także nie zabrakło. Aż tak sołtys Straszyna cieszył się, że bestii się pozbędzie. Lecz za przyjemności złym samopoczuciem trzeba było zapłacić. Maciej postanowił, że następnym razem gęby do wódy nie zbliży nim zadania nie wykona.
Krzysztof już dojechał. Dał znać Maciejowi, aby i on swojego rumaka dosiadł.
-Pan Przygodowiec za dużo popił wczoraj? - zapytał chłopak z bezczelnym uśmiechem.
Maciej nie lubił jak ktoś mu autorytet podważa. Jednak humoru ani tym bardziej głowy dziś nie miał, żeby ripostę ciętą przyszykować. Puścił więc uwagę mimo uszu i o drogę się dopytał.
Młody kiwnął głową do przodu. Pod górę ruszyli ulicy Młyńskiej się trzymając i znakiem na zajazd się kierując. Jechali w milczeniu. Mijali ostatnie z tej strony wioski zabudowania. Budynki duże były. Meble w nich robili. W końcu i zabudowania się skończyły ustępując miejsca zielonym drzewom. Wtedy też Przygodowiec lepiej się trochę poczuł. Miał wrażenie, że mikstura na kaca zaczęła w końcu działać.
- I od kiedy was ten topielec męczy? - zapytał swojego przewodnika.
- A już trochę nas nachodzi. Jak chyba marzannę utopiliśmy i śniegi puściły to bestia zaczęła gospodarstwa nachodzić.
- To by się zgadzało. W zimę bestie w sen zapadają- zauważył Maciej. - Co do żarcia porywał?
-Najpierw kury ginęły tylko. Gospodarze myśleli, że to lis zwykły. Potem jednak większe zwierzęta też bez śladu zaczęły przepadać. Nawet prosiaki. Ataki zawsze blisko rzeki były. W zeszłym miesiącu bestia tak się rozwydrzyła, że córkę wójta zaatakowała i utopić próbowała, ale dziewczyna wyrwała się i uciekła.
- Oj niedobrze wtedy. Widać, że topielec się szykuje na potomstwa wydanie. Zaradzić coś temu będzie trzeba.
Za lasem widać już było jeziora. Stroma ulica w dół prowadziła do zajazdu. Wszędzie kondensatory mocy stały. Widać miejsce magowie sobie wybrali do swoich sztuczek. Jeźdźcy minęli skrzyżowanie. Parę kroków dalej w lewo odchodziła polna droga, gdzieniegdzie tylko wzmocniona betonowymi płytami. Przed tym miejscem tabliczkę niebieską magowie wystawili. Napisane na niej było o szczególnym nadzorze miejsca. Po prawej wysoki komin ku niebu się piął. Jego przeznaczenia Maciej nawet zgadywać nie śmiał.
- Dalej Przygodowcu piechotą ruszyć musimy. Konie tu można zostawić. Krzywda im się tu nie stanie.
Maciej z radością na własnych nogach stanął. Za jazdą konną nie przepadał, a siedzenie w skórzanym siodle, gdy taki gorąc panował zachodziło już na torturę. Poklepał więc swojego konia i najpotrzebniejsze rzeczy zaczął do bardziej podręcznego bagażu pakować.
- Zmęczy się Pan jak to wszystko będzie niósł - zauważył chłopak wiążąc jednocześnie konie.
- A skąd wiesz co tam w lesie może nas czekać? A taki topielec to też niebezpieczny być może. Trzeba być gotowym.
-Ale ciężkie to musi być.
- Pewnie tak. Na całe szczęście ja nieść tego nie będę.
Chłopak spojrzał na przygodowa zaciekawiony. Najwyraźniej nasłuchał się legend o magicznych przedmiotach i teraz czekał z napięciem, aż Maciej jakiegoś niewidzialnego tragarza z sakwy wyciągnie.
- Źle mnie chłopcze zrozumiałeś - Przygodowiec ostudził jego nadzieję wpychając mu w ręce cały bagaż. - Młody jesteś to plecak udźwigniesz. Ja ręce wolne muszę mieć i zmęczyć za bardzo się nie mogę jak mam z bestią walczyć.
Krzysztof zrobił obrażoną minę, ale tobół założył. Jęknął trochę od wysiłku, lecz narzekać nie zamierzał. Maciej dobrze go ocenił. Mimo, że zadziorny to jednak przez ojca wychowany i starszym usłużny. Sięgnął do pasa i jeszcze jedną małą flaszkę lekarstwa na kaca wyciągnął. Szybko wziął łyka. Pomyślał, że będzie musiał jeszcze raz podziękować za ten wynalazek alchemikowi z Wrocławia.
Ruszyli w dół. Po drodze minęli stary szlaban zarośnięty w całości różną leśną roślinnością. Chłopak wyjaśnił, że kiedyś nad jeziorem nawet domy stały, a potem licho jakieś się zalęgło i ziemię przeklęło. Odtąd ludzie tereny te rzadko odwiedzali.

***

Szli wzdłuż jeziora po dobrej, ubitej ziemi. Przygodowiec szedł parę kroków przed chłopakiem. Rękę trzymał nisko przy pochwie. Nagle zobaczył jakiś ruch przed sobą. Był niemal pewny, że to co zauważył lśniło w słońcu srebrną łuską.
- No to mamy naszą bestię - zauważył Maciej. - Całkiem duże to licho.
Jego towarzysz podróży pobladł.
- Widziałeś dokąd potwór czmychnął? - zapytał Przygodowiec Krzysztofa.
- Tak. W lewo ścieżką. Tutaj półwysep jest - mówił chłopak szczękając zębami.
- Nie masz się czego bać. Z topielcem sobie powinniśmy poradzić. W dzień te bestie są powolne i ospałe. W nocy to z kolei zupełnie inna historia... - wolał już nie kontynuować bo widział, że jego towarzyszowi ten rodzaj otuchy nie służy. Ruszył więc przed siebie, ale Krzysztof nadal stał w miejscu. - Jak chcesz. Idziesz ze mną, albo zostajesz tu sam. Wybór należy do ciebie.
Przygodowiec poszedł ścieżką w lewo tropem potwora. Po chwili usłyszał kroki.
-Proszę poczekać! - to Krzysztof nadrabiał dzielący ich dystans.
Idąć na półwysep minęli betonowe resztki dawnych budynków. Ścieżka była tu wąska. Musieli podążać gęsiego.
Wyszli na półwysep. Z trzech stron otaczała ich woda. Drzewa były rzadsze, ale starsze. Dobrze rosły. Wszystkie poza jednym. Nie było już na nim kory, było gołe. Dawno też już nie wypuszczało zielonych igieł. Stało posępne jak stary pomnik. Pod nim właśnie siedział gad potworny. Istota mogła mieć z metr wysokości. Z kształtu może i do człowieka podobna, ale całą skórę pokrytą łuskami miała. Ostre uszy sterczały jej ze szkaradnego łba. Nieproporcjonalnie długie ręce, zakończone ostrymi pazurami grzebały w ziemi.
Maciej cały czas obserwując potwora, który z ich obecności najwyraźniej sprawy sobie nie zdawał, cofnął się do Krzysztofa i sięgnął do swojego plecaka. Ręką nakazał chłopakowi ciszę zachować. Chwilkę pogrzebał wśród bagaży, a potem wyjął mały przedmiot.
W tym momencie potwór ich zauważył. Spojrzał w ich stronę przeraźliwie żółtymi oczami i wyszczerzył ostre zęby.
- Zaraz zaatakuje! - krzyknął chłopak.
W tym momencie bestia ruszyła w ich stronę. Maciej był spokojny. Podniósł przedmiot z plecaka do ust. Krzysztof zobaczył, że jest to mały gwizdek. Przygodowiec nadął policzki, a potem użył gwizdka. Krzysztof nie usłyszał ani jednego dźwięku. Za to bestia przewróciła się jakby została ugodzona strzałą.
Maciej ruszył w jej stronę wyjmując zza pasa nóż. Potwór jednak odzyskał przytomność. Szybko rozejrzał się i skoczył do wody. Maciej zaklął pod nosem widząc jak bestia znika z pluskiem w jeziorze.
- Polowanie jeszcze trochę potrwa - zauważył chowając ostrze.
- Co to było? Ten gwizdek. Niczego nie usłyszałem.
- Bo taki dźwięk tylko psy słyszą. No i topielce też. Widziałeś jak na nie działa. - powiedział przygodowiec klękając pod martwym drzewem. - Podaj mi łopatkę. Do mojego plecaka jest podpięta.
Maciej zaczął kopać. Po chwili odłożył łopatkę.
-Jajko. Miałem rację. Bestia chce się mnożyć.
- I co my z tym zrobimy? - zapytał chłopak.
- Jak lubisz to możemy jajecznicę - odparł przygodo wiec starannie wyjmując jajko. Następnie Maciej zaczął coś pod drzewem zakopywać. - To pierwsza część instrukcji jak potwora położyć trupem - wyjaśnił widząc pytające spojrzenie swojego towarzysza. - Schowam dziś cały przepis na zabijanie topielców.
- A dlaczego mi po prostu powiedzieć nie możesz? - zapytał Krzysztof.
- Ponieważ to tajemnicą pozostać powinno. Jakbym tobie powiedział to już byście wszystkim rozgadali, a przeciwko topielcom krucjata by się zaczęła. Te stworzenia też są potrzebne i tylko czasem agresywne się robią. Jak taki się pojawi ponownie to pójdziesz do lasu i przepis na zabicie parszywca odkryjesz. Koniec gadania. Czas ruszać w dalszą drogę.
Maciej zakopał pierwszą część instrukcji, a na drzewie wyrył swój znak - literę M. Prosto pod nią przepis na zabicie bestii zakopano.
Z półwyspu widać było elektrownie wodną i czystą taflę jeziora. Z drugiej strony natomiast można było ujrzeć wyspę.
- Co to za wyspa? - zapytał Maciej swojego przewodnika.
- Ot zwykła. Kiedyś tam budynki stały i most prowadził.
- Zdaje mi się, że tam bestia ma swoje gniazdo - stwierdził Maciej. - Da się tam lądem jeszcze dojść?
- Trochę drogi przez wodę będzie trzeba zrobić - odparł chłopak.
- Nie ma więc na co czekać.

***

Maciej i Krzysztof wrócili tą samą drogą, którą na półwysep przyszli. Na skrzyżowaniu z większą drogą skręcili w lewo i ruszyli dalej brzegiem jeziora. Po chwili las się zaczął przerzedzać. Stare drzewa ustąpiły miejsca młodszym i niższym roślinom.
Łowcy topielca znowu na skrzyżowaniu stanęli. W prawo droga prowadziła w las stromo w górę. Bohaterowie jednak poszli w lewo kierując się w stronę jeziora. Po chwili Maciej usłyszał szum wody. Rozejrzał się i odkrył, że po prawej stronie płynie mały strumyczek. Strumyk przepływał pod drogą. W miejscu gdzie strumyk znikał pod ziemią stała stara, betonowa konstrukcja. Pod ziemią zakopane były dwie grube rury, którymi płynęła woda.
- Topielce lubią takie miejsca. Jest ciemno i mokro - zauważył Maciej.
Przygodowiec zszedł do strumyka. Widział świeże ślady Topielca. Miał rację. Zobaczył rozkopaną ziemię. Przeskoczył przez strumyk i zaczął kopać przy murze, pod przytulającym się do niego drzewem. Po chwili znalazł drugie jajko. Zagwizdał pod nosem i podał je Krzysztofowi.
- Gad nie próżnował. Jajko kolejne złożył. To chyba miejsce, gdzie drugą część mojej instrukcji schowam.

***

Po zakopaniu drugiej części przepisu na ubicie topielca Maciej wrócił na drogę. Ruszyli dalej w stronę wyspy. Po prawej znak minęli „droga pożarowa nr 33" poszli jednak prosto. Po chwili droga zaczęła być betonowa, chociaż ciężko było to dostrzec przez zalegającą na niej ziemię. Ścieżka odbijała w lewo. Weszli na kolejny półwysep na którym widać było ślady starych zabudowań. Ostały się nawet schody do jeziora i pomost.
Maciej z Krzysztofem ruszyli jednak na koniec półwyspu. Betonowa droga zakończyła się jeszcze przed wodą. Po chwili błądzenia znaleźli ścieżkę, która zaprowadziła ich na krawędź lądu. Naprzeciwko widzieli wyspę. Dzieliło ich od niej może z trzydzieści metrów wody.
- Płytko jest. Nawet płynąć nie będzie trzeba. Przejdziemy - powiedział Maciej podciągając nogawki swoich spodni.
- Skąd wiesz, że tak płytko? - zapytał go Krzysztof.
Maciej wskazał ręką na trzcinę rosnącą po prawej stronie. Roślina pokryła całe połączenie pomiędzy wyspą, a półwyspem.
- Skoro trzcina rośnie to nie może być za głęboko. Trzymajmy się jej krawędzi, a nic się nie stanie.
Przygodowiec wszedł do ciepłej wody i ruszył przed siebie. Chwilę później również i Krzysztof podążył jego śladem. Grunt był pewny, a w najgłębszych partiach woda sięgała do połowy ud Macieja. Pod koniec przeprawy Maciej zobaczył jak po wyspie przebiega cień. Natychmiast rozpoznał poczwarę. Gdyby zaatakował ich w wodzie walka z nią mogłaby okazać się niezwykle trudna. Wszak topielec to gad wodny i w tym środowisku czuje się najlepiej. Maciej stanął i sięgnął po gwizdek. Potwór jednak udał się w głąb lądu. Przygodowiec przyśpieszył kroku.
Gdy udało mu się stanąć na wyspie Krzysztof ciągle był w połowie drogi. Maciej go popędził gestem ręki. Po chwili razem już stali na pewnym gruncie i wylewali wodę z butów.
-Widziałem gada. Uciekł w głąb wyspy. Gniazdo pewnie ma tam gdzieś na końcu tej ziemi. Zaraz zakończymy tę przygodę - Maciej wyciągnął nóż. Podał gwizdek swojemu towarzyszowi.- Torbę zostaw tutaj. Musisz mieć swobodę ruchów. Być może będziesz musiał walczyć. Masz gwizdek. Jak zobaczysz potwora użyj go, a ja dopadnę bestię i się jej pozbędę raz na zawsze.
Szli ostrożnie. W każdym miejscu mógł czaić się topielec. Powoli zbliżali się do przeciwległego końca wyspy. Dotarli do gniazda. Potwór założył je na małej skarpie z której miał widok na całe jezioro. Gniazdo obłożone było kamieniami i przypominało ognisko. W jego środku leżało kolejne jajko.
Maciej ostrożnie zbliżył się do tego miejsca. Omal nie potknął się o kamienny słupek. Nigdzie nie było widać topielca. Nagle przygodo wiec usłyszał kroki. Odwrócił się i zobaczył, że stwór znajduje się za plecami Krzysztofa. Nim zdążył zareagować bestia rzuciła się do ataku.
- Na ziemię! - krzyknął Maciej.
Krzysztof upadł na ziemię a potwór przeleciał nad jego plecami uderzając w Przygodowa. Maciej poczuł jak zimne ostrza rozcinają jego ramię, a potem razem z topielcem spadł z małej skarpy do wody. Potwór trzymał go mocno tylnymi nogami, a przednimi zajadle atakował. W końcu jednak Maciejowi udało się zadać ostateczny cios i bestia osunęła się bez sił.
Przygodowiec wstał z trudem i spojrzał na powalonego potwora. Dla pewności ugodził go nożem ponownie. Potem przyjrzał się swoim licznym, ale nie głębokim ranom. Miał pewność, że tego wieczora zabawi się jeszcze lepiej niż poprzedniego.
Najpierw jednak podszedł do drzewa stojącego na skraju skarpy i w jego korzeniach schował ostatnią część instrukcji na zabicie potwora.

***

Mówią, że Maciej po tej walce tak się zabawił w gospodzie, że potem zakaz pojawiania się tam otrzymał.

A ja o topielcach nic więcej nie wiem. Jeżeli chcesz sposób na nie poznać to wyrusz śladami Macieja Przygodowca.

 

Dodatkowe informacje
Musisz być zalogowany, aby zobaczyć dodatkowe informacje.
travelbug Geokrety

geokret  ToSziba - Całkowity dystans: 74 km

Obrazki/zdjęcia
Martwe Drzewo - pod nim znajduje się pierwszy mały kesz
Drugi kesz. Widok ze strumyka. Zaznaczone miejsce ukrycia
Przeprawa przez jezioro
Widok na legowisko na wyspie.
Miejsce ukrycia ostatniego kesza. Widok z jeziora. Szukaj pod plecakiem
Wpisy do logu: znaleziona 26x nieznaleziona 2x komentarz 3x Photo 1x Galeria Wszystkie wpisy