Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 500 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
Nietypowa
difficulty terrain
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Kochanka Dominika - OP8CF0
Właściciel: JoannaLadyMoon
Ta skrzynka należy do GeoŚcieżki!
compass Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne.
altitude Wysokość: 137 m n.p.m.
location Województwo: Polska > pomorskie
type Typ skrzynki: Nietypowa
size Wielkość: Mała
status Status: Zarchiwizowana
hidden Data ukrycia: 01-11-2015
creation-date Data utworzenia: 02-10-2015
published-date Data opublikowania: 01-11-2015
last-mod Ostatnio zmodyfikowano: 08-09-2017
znaleziona 61x znaleziona
nieznaleziona 0x nieznaleziona
komentarz 2 komentarze
watchers 2 obserwatorów
visits 84 odwiedzających
votes 56 x oceniona
score Oceniona jako: znakomita
rekomendowana 20 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: areckis, Badzia Gadzia, bamba, Charon7, Ćwir, Ester , Karom, Kejran, Koza, macc.bo, miecix50, Miki., mwer, Nairda, Nati., Oizdar & Krzykata, pandaciuk, PawcioK, xych, yabay
Musisz się zalogować,
aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki
attributes Atrybuty skrzynki

Take something to write  Nature  Access only by walk 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC. link
description Opis PL

 

Gdańsk, 13 stycznia 2015 r.

Jadę sobie tramwajem, przeglądam jakieś strony w necie, gdy nagle przypadkiem trafiam na przepiękną legendę o oliwskim drzewie. Czytam z zaciekawieniem i dochodzę do wniosku, że to idealny wręcz pomysł na kesza. Natychmiast oczyma wyobraźni widzę pojemnik - jakże idealnie nawiązujący do legendy ,  jego zamocowanie, pomysł na grafikę itp. Kesz w mojej głowie powstaje zatem błyskawicznie...

Z bijącym sercem odpalam mapę OC. W tym miejscu - na szczęście -  pusto. Odznaczam niedostępne i zarchiwizowane - również pusto.. ufff. Odpalam GC - owszem jest. Opiekunem skrytki jest sam soolash. Cóż, względy grzecznościowe nakazują zapytać czy kolidować moja skrzynka z GC-ową nie będzie. Nieśmiało więc uderzam do niego z zapytaniem. Ale Soolash tylko się uśmiecha i daje mi na szczęście zielone światło !

Zatem Bosko  No to do dzieła !!!

Trochę trwało przygotwanie kesza, bo po drodze było - jak to u mnie zwykle bywa -  tysiące innych rzeczy do zrobienia i innych keszy do założenia. "Kochanka" cierpliwie czekała, jak ten Dominik z legendy, aż się doczekała. W dniu Święta Zmarłych postanowiłam wreszcie odwiedzić nieżyjącą od dawna Kochankę i poświęcić jej tą właśnie skrzyneczkę.

Zapraszam więc do przeczytania tej, jakże pięknej opowieści, która stała się dla mnie wielką inspiracją, a potem po kesza 

 

 

Dawno, dawno temu, gdy wody były jeszcze czyste, a ludzie kochali się aż do śmierci, w oliwskim parku pracował młody ogrodnik o imieniu Dominik. Sadził kwiaty, sprzątał alejki i patrzył, jak drzewa z każdym rokiem stają się coraz dorodniejsze. 
      Poznał kiedyś młodziutką dziewczynę. Ach! Cóż to była za dziewczyna. Wysoka, smagłolica, z ufnym spojrzeniem błękitnych oczu. Włosy o czarującym odcieniu złocistej miedzi splatała w gruby warkocz. Gdy przerzucała go przez lewe ramię, podkreślał kształt jej powabnej piersi. 
      Od chwili poznania Dominik myślał tylko o dziewczynie. Chciał się z nią spotykać jak najczęściej, a dziewczyna była temu przychylna. Patrzyła na niego błękitnymi oczami, patrzyła, aż kiedyś Dominik zobaczył w nich szczęście. Pokochali się tak bardzo, że gdyby chcieli jeszcze bardziej, to musieliby zostać kochankami. I tak się stało. 
      Ale czyż szczęście może trwać zawsze? 
      Kaszubski demon Rokitnik, który na co dzień ukrywa się w krzewach rokitnika, nie lubi szczęśliwych ludzi. Wyrwał kiedyś dziewczynę z objęć Dominika i ze złowieszczym chichotem powiedział: 
      - To już koniec waszego szczęścia. Twoją ukochaną puszczę z wiatrem, a ostatecznie unicestwię w roku trzech dziewiątek. 
      I zamienił Rokitnik dziewczynę w nasiono drzewa, które na wyciągniętej dłoni pokazał przerażonemu Dominikowi. 
      Znał się Dominik na drzewach. Wiedział jak wygląda nasiono dębu, sosny, buka, świerka, lipy, brzozy…, ale takiego nasiona jak to, jeszcze nie widział. Nie wiedział także, co oznacza rok trzech dziewiątek. 
      Rzucił Rokitnik nasiono do góry i zniknął. 
      A nasionko, unoszone podmuchami morskiej bryzy, leciało w kierunku doliny i lasu. Dominik nie spuszczał go z oczu, biegł za nim, biegł, a ono leciało i leciało. Wreszcie delikatnie upadło na zbocze wzniesienia. 
      Dostrzegł to miejsce Dominik, pochylił się nad nasionkiem i zalał łzami po stracie ukochanej. Wielkie łzy padały na nasionko i wsiąkały w ziemię. 
      Codziennie przychodził Dominik w to miejsce i nigdy nie mógł powstrzymać się od płaczu. Kiedyś zauważył, że nasionko pęcznieje i wypuszcza w dół korzonek a do góry łodyżkę. I znów poleciały łzy Dominika, tym razem ze szczęścia, że nasionko ożyło, że będzie mógł patrzeć, jak rośnie, że będzie mógł się nim opiekować. 
      I przychodził młodzieniec do coraz większego drzewka, podlewał łzami, a ono piło je i odwdzięczało mu się urodą. Urodą, której Dominik nie znał, bowiem nie było w okolicy takich drzew. Przytulając się z czułością do pnia drzewka, zapytał kiedyś: 
      - Powiedz mi, jak nazywa się drzewko, którym się stałaś? 
      I ku swojemu szczęściu usłyszał szept: 
      - Teraz nazywam się Daglezja. 
      Odtąd codziennie rozmawiali ze sobą. 
      Mijały lata. Daglezja doroślała i gdy stała się piękną panną Daglezją, powiedziała Dominikowi: 
      - Czy widzisz, jakie mam na swojej korze małe wypukłości? 
      Spojrzał uważnie Dominik, tak, rzeczywiście, na korze były drobne wybrzuszenia, których do tej pory nie zauważył. 
      - Naciśnij palcem tę wypukłość, jeszcze mocniej, ooo…, teraz dobrze. 
      Poczuł Dominik, że jego palec stał się lepki. 
      - A teraz rozetrzyj na palcach to, co ci dałam. 
      Posłusznie wykonał prośbę Daglezji. Roztarł lepką substancję na palcach. Wydawało mu się, że coś zapachniało. Powąchał palce…, nozdrza mu się rozszerzyły, w głowie zawirowało. To był cudowny, intensywny i orzeźwiający zapach jego kochanki, jego Daglezji. Szczęśliwy wracał do domu, a palce mu pachniały, pachniały, pachniały…. 
      Daglezja rosła i często obdarzała Dominika swoim zapachem. Kiedyś powiedziała mu, że ma nasiona, które wiatr poniesie i to będą ich dzieci. Przytulił się Dominik do Daglezji, a nasiona uleciały z wiatrem. 
      Ale czas jest nieubłagalny, Dominik się starzał. Włosy jego stały się prawie zupełnie białe, długa broda osiwiała, a sam Dominik przygarbił się, pochylił do przodu i już nie był taki żwawy, jak dawniej. Trudno, coraz trudniej mu było przychodzić do swojej Daglezji. Ale przychodził. 
      Wybierał już trasę najłatwiejszą, chodził teraz szerokim traktem. Po swojej lewej stronie miał strome, zalesione wzgórza, zaś po prawej zieleniła się piękna łąka, wśród której wił się Potok Oliwski. Gdy strome wzgórze wreszcie skręcało w lewo, to i Dominik skręcał w lewo. Szedł teraz pod łagodną górkę, do miejsca, w którym szeregiem ustawiały się dzieci jego i Daglezji. Przystawał tutaj i odpoczywał. Robiło mu się radośnie na duszy, gdy patrzył na niewielkie daglezje, które specjalnie stanęły rzędem, by ułatwić mu orientację w terenie. 
      Tu, przy swoich dzieciach – o których myślał, że kiedyś będą piękne i wysokie – znów skręcał w lewo. Z tego miejsca było już niedaleko do ukochanej. Ale ten ostatni odcinek był dla Dominika coraz trudniejszy. Wydeptana przez niego ścieżka prowadziła stromo pod górę, aż dochodziła do Daglezji. 
      A Daglezja? Jakaż ona była dorodna. Oj, młodniał przy niej Dominik. Patrzył na nią z zachwytem i choć na co dzień oczy miał już przygaszone, to z tego zachwytu stawały się błyszczące. Siadał i przytulał się do Daglezji, coś do niej szeptał czule, coś jej opowiadał, a czas mu tak szybko schodził, że gdy trzeba było wracać, wydawało mu się, że przecież dopiero przyszedł. 
      Ale któregoś dnia Daglezja na próżno czekała na Dominika. Mijał czas, a on nie przychodził. Daglezja coraz tęskniej szumiała, szumiała.... Wypatrywała go codziennie, wyciągała się do góry, by dalej sięgnąć wzrokiem. Ale Dominik już nie przyszedł. 
      Posmutniała Daglezja, gałązki jej obwisły, ogarnęła ją wielka tęsknota. Wreszcie zrozumiała, że nigdy już Dominika nie zobaczy. 
      Pomyślała wtedy, że nie podda się i aby uczcić ich wielką miłość, będzie piękna, wysoka i dorodna. Wyprostowała swoje gałązki, wyciągnęła się dumnie i spojrzała w wokół. Dużo było drzew, ale żadne tak piękne jak ona. 
      Przez świat przetaczały się kolejne niepokoje. Zmieniało się wszystko. Ludzie przestali się kochać aż do śmierci, a wody nie były już tak czyste jak ongiś, gdy Daglezja była piękną, młodą dziewczyną. 
      Ona też się zmieniła. Jej czubek sięgał nieba, a pień był tak gruby, że gdyby żył Dominik, nie zdołałby go objąć.
      Czasami przychodzili do niej jacyś obcy ludzie. Zadzierali głowy w górę, by podziwiać, jak wysoko urosła. Ustawiali się wokół, łapali za ręce, chcąc ją opasać. Niektórzy głaskali ją po korze i to było miłe. Ale zawsze wtedy Daglezja przypominała sobie dotyk Dominika, ten dotyk milszy od wszystkich innych. 
      I rosłaby Daglezja w spokoju, gdyby nie demon Rokitnik, który przypomniał sobie swoje złowieszcze przyrzeczenie. 
      Wiele ludzi uważa, że piątek jest dniem pechowym. A właśnie w piątek nastał rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty dziewiąty. Rok, w którym po raz pierwszy za życia Daglezji spotkały się trzy dziewiątki. I ten rok rozpoczęty w piątek, miał stać się rokiem pechowym dla Daglezji. 
      W styczniu w roku trzech dziewiątek hulały wiatry. Jeden był potężniejszy od drugiego. Daglezja zginała się pod ich naporem, choć po chwili – dumnie prostowała. 
      Przyleciał demon Rokitnik. Wykorzystał największy wicher i razem z nim z całych sił dmuchnął na Daglezję. 
      Ona wygięła się, wygięła się jeszcze bardziej, coś w niej delikatnie trzasnęło, chwilę potem coś w niej potężnie huknęło, poczuła olbrzymi ból i runęła z krzykiem w gałęziach: - Dominiku! Dominiku! 
      Ziemia zadrżała, gdy Daglezji pękła dusza. Pień rozdarł się i odsłonił tajemnicę. Tą tajemnicą był kolor jego wnętrza. Kolor złocistej miedzi. Kolor włosów pięknej dziewczyny, które tak bardzo oczarowały Dominika. 

 

 

 Stań tuż przy tytułowej bohaterce i odmierz 12m na zachód. To właśnie TAM...

Obchodź się ze skrzynką, jak i całą konstrukcją, bardzo delikatnie i ostrożnie, proszę !!!!

Powodzenia!

Dodatkowe informacje
Musisz być zalogowany, aby zobaczyć dodatkowe informacje.
Obrazki/zdjęcia
Przewalona Kochanka
Leżąca Kochanka i jej piękne miedziane wnętrze
Pozostał tylko złamany pień
Miedziane wnętrze Kochanki
Wpisy do logu: znaleziona 61x nieznaleziona 0x komentarz 2x Wszystkie wpisy