OC logo
Użytkownik / e-mail:   Hasło:   
Banner
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
Multicache
difficulty terrain
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Pan Strzała - OP5B6F
łódzkie opowieści #4
Właściciel: Kao
compass Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne. (WGS84)
altitude Wysokość: 209 m n.p.m.
location Województwo: Polska > łódzkie
type Typ skrzynki: Multicache
size Wielkość: Mała
status Status: Zarchiwizowana
time Czas: b.d.    wayTo Długość trasy: 10.00 km
hidden Data ukrycia: 29-10-2012
creation-date Data utworzenia: 15-10-2012
last-mod Ostatnio zmodyfikowano: 17-01-2013
znaleziona 6x znaleziona
nieznaleziona 0x nieznaleziona
komentarz 19 komentarze
watchers 4 obserwatorów
visits 0 odwiedzających
votes 6 x oceniona
score Oceniona jako: znakomita
rekomendowana 3 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: budget-lodz, dzaczek, Plebek
Aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki,
musisz się zalogować.
attributes Atrybuty skrzynki

Można zabrać dzieci  Miejsce historyczne  Wymagany dodatkowy sprzęt  Dostępna rowerem  Zalecane szukanie nocą 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC. link
description Opis PL

Pan Strzała naprawia zegar ratuszowy

Jak już wiecie, trakt piotrkowski (zwany też narodowym) był bardzo długi – ciągnął się od Starówki na północy, przez Nowe Miasto, na południe w stronę Wólki – drugiej osady fabrycznej w Łodzi oraz Górnego Rynku. Niecałe 200 lat temu, przy Nowym Rynku, przez który przebiegała Piotrkowska, wybudowano gmach burmistrzowski (bliźniak ratusza łowickiego).

Fabrykant z Ozorkowa - Karol Schlösser, postanowił przypodobać się władzom Łodzi i ufundować zegar ratuszowy. Kupił go za granicą, a w Warszawie naoliwił, bo kto dobrze oliwi ten… jedzie. Zamontowany został na wieży i był jedyny w całej okolicy, dlatego nie znaleziono nikogo, kto umiałby wprawić go w ruch! Sprowadzono zegarmistrza, który zegar wychuchał, wydmuchał, prawie wypieścił, a potem nasmarował i uroczyście puścił w ruch. Niestety, po jego wyjeździe, obluzowała się większa wskazówka, pewnej nocy spadła, a rano nie było już po niej śladu. Życie w miasteczku toczyło się dalej, czas pracy odliczał się wolno i niedostrzegalnie, jak przesuwała się niewidzialna mała wskazówka. Czasami, gdy zegar ratuszowy kuśtykał, kuśtykał i potem stawał, wiedzieli wszyscy, że znów przyniesie to do Łodzi złowróżebną ciszę warsztatową, a wtedy jedynym i najpewniejszym zegarem publicznym – będzie głód!  Wówczas posyłano po jakiegoś majstra, żeby tą jedną zajął się wskazówką.

Pewnego razu, podobno z okolic Kalisza, w poszukiwaniu pracy zawędrował do Łodzi tkacz. Niby fakt nienadzwyczajny, ale mężczyzna podobno miał złoty zegarek - i to na łańcuszku (a przecież wówczas własne zegarki mieli tylko kasjer miejski, aptekarz i burmistrz)! Stanął na Rynku, porozglądał po okolicy, planował wizytę w Ratuszu, aby zgłosić swe przybycie i prosić o przydział do jakiegoś zakładu. Usłyszał dwanaście uderzeń dzwonu, spojrzał w górę – skąd ten dźwięk dochodzi. Wtem zauważył drut mosiężny biegnący spod dzwonu kościelnego, przez trakt piotrkowski, do zegara na wieży. "Jakieś to dziwne miasto i dziwny zegar" - myślał. (…) Dziwny to był zegar, który dopiero w połączeniu z wieżą kościelną wybijał godziny – zapomniano powiem wybudować na wieży ratuszowej własnej sygnaturki z dzwonami. (…) A że był dobroduszny i pracowity, postanowił przysłużyć się mieszkańcom – poprosił o zgodę na wyrobienie brakującej wskazówki (i to za darmo!). Tkacz, zapamiętany został jako pan Strzała – i tak też wpisano go do akt. Ludziom zdawało się, że przyprawienie do  tarczy dużej wskazówki przyspieszyło czas, że strzałki zegara coraz szybciej się gonią na tarczy, że raźniej i weselej im ze sobą, bo co dwie to nie jedna! A to czas za czasem gonił, pędził, uciekał…


[Na podstawie „Dziwy nad Łódką czyli nowy łódzki bajarz” Zdzisława Konieckiego; zdjęcie Dominika Zonera, rok ok. 1860.]

 

 


Tylko jako ciekawostkę podaję, że istnieje na Fejsbuku grupa Przywróćmy Łodzi Ratusz :)

 

 

Miała być skrzynka tradycyjna,  potem nietypowa, a ostatecznie zapraszam po ROWEROWEGO MULTI-KESZA :)

Etapy pośrednie to mikromagnetyki (do których przyda się penseta),  nie trzeba przechodzić przez żadne bramy, należy macać "pod" zegarami. Skrzyneczka końcowa ma 0.5l. GPS free.

Jak mi się wydaje, wyprawa może spodobać się poszukiwaczom, którzy mają dosyć skrzynek tradycyjnych, nie boją się chłodu po zmroku (to ważne, bowiem trasa wiedzie po centrum, także za dnia może być ciężko) oraz mają otwarty umysł. Bez marudzenia, rower z piwnicy, sweter z szafy, prowiant na drogę  i do boju!

 

Obrazki/zdjęcia
Kao dała radę, to i Wy dacie :) a do kesza trzy kroki!