Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 1000 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Linia Mołotowa - Punkt Oporu Siedliska 5 - OP8UU9
Linia Mołotowa - Punkt Oporu Siedliska 5
Właściciel: TajemnicePodkarpacia
Ta skrzynka należy do GeoŚcieżki!
Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne.
Wysokość: 267 m n.p.m.
 Województwo: Polska > podkarpackie
Typ skrzynki: Tradycyjna
Wielkość: Mikro
Status: Gotowa do szukania
Data ukrycia: 24-08-2018
Data utworzenia: 28-08-2018
Data opublikowania: 31-08-2018
Ostatnio zmodyfikowano: 13-02-2019
6x znaleziona
2x nieznaleziona
1 komentarze
watchers 1 obserwatorów
23 odwiedzających
1 x oceniona
Oceniona jako: b.d.
Musisz się zalogować,
aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki
Atrybuty skrzynki

Dostępna rowerem  Szybka skrzynka  Przyczepiona magnesem  Miejsce historyczne 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC.
Opis PL

Linia Mołotowa – pas radzieckich umocnień ciągnących się wzdłuż linii demarkacyjnej z III Rzeszą, wytyczonej po podziale Polski, dokonanym przez okupantów w 1939 roku na mocy traktatu o granicach i przyjaźni.

"O 4.00 22.06.1941 r. Niemcy bez żadnego powodu dokonali nalotów na nasze lotniska i miasta, a ich wojska lądowe przekroczyły granicę (…) . Dowódcy frontów realizują plan osłonowy i zdecydowanymi działaniami związków zmechanizowanych próbują zniszczyć oddziały wroga, które przekroczyły naszą granicę. Nieprzyjaciel, uprzedzając nasze jednostki w rozwijaniu , zmusił oddziały Armii Czerwonej do przyjęcia walki, podczas gdy zajmowały one pozycje wyjściowe wyznaczone przez plan osłonowy. Wykorzystując tę przewagę, nieprzyjaciel zdołał na poszczególnych kierunkach po części osiągnąć sukces."

Sprawozdanie operacyjne nr 01 Sztabu Generalnego Armii Czerwonej z godz. 10.00 dn. 22.06.1941 r.

Obronne linie umocnione są zwykle budowane w taki sposób, aby przed nimi był odpowiednio szeroki pas ziemi bez umocnień. Wrogie wojska po przejściu granicy wystawiają się na ostrzał z rejonów umocnionych. Obrońcy dzięki temu zyskują czas i miejsce na zniszczenie atakujących oddziałów. Związek Radziecki miał wielkie obszary,  na które mógł wpuścić wroga i na nich go zniszczyć. Historia pokazała, że Rosjanie świetnie o tym wiedzieli.

Fortyfikacje Linii Mołotowa budowano bezpośrednio w pasie granicznym. Wojska okręgów zachodnich już w czasie pokoju skoncentrowano na terenie występów, a te związki, które jeszcze nie zdążyły znaleźć się w pułapce, w ostatnich przedwojennych dniach kierowały się ku granicy.

Plan osłonowy w ogóle nie był „planem odparcia agresji” – to plan aktywnej, zbrojnej osłony rozwinięcia Armii Czerwonej; takiego rozwinięcia, które rozpocznie się, zanim nieprzyjaciel zacznie rozwijać własne oddziały, i zakończy się zadaniem pierwszego miażdżącego ciosu wojskom niemieckim. Miały  one służyć osłonie napaści na Niemcy.

Według pkt. 106 regulaminu polowego PU-39

"dywizja strzelecka może prowadzić zaciętą obronę na froncie o długości 8–12 km. Przy obronie w pasie rejonu umocnionego uznano za możliwe dwukrotne zwiększenie szerokości frontu, czyli do maksimum 20–25 km."

 W rzeczywistości na jedną dywizję pierwszego rzutu przypadało 35–40 km granicy. Ale i te uśrednione liczby nie odzwierciedlają całego tragizmu sytuacji: oddziały osłonowe były rozciągnięte wzdłuż granicy prawie równomierną tyralierą, a Niemcy podczas natarcia koncentrowali siły na wąskich pasach przełamania. Na przykład na liczącym 45 km froncie obrony 128. Dywizji Strzeleckiej (południowe skrzydło Frontu Północno-Zachodniego) 22 czerwca granicę przekroczyły 3 dywizje pancerne i 2 dywizje piechoty Wehrmachtu.

Co to było? Błąd, głupota, zbrodnia, spisek generałów? Bynajmniej. Plany osłonowe były realne – tyle że należało je zrealizować zgodnie z pierwotnymi założeniami, czyli w stosownym terminie. Właściwym czasem dla takiego planu osłonowego mógł być wyłącznie okres przed rozpoczęciem rozwijania armii nieprzyjaciela. Na przykład wyobraźmy sobie sytuację, w której „dniem M” byłby 22 maja 1941 roku (tego dnia koleje niemieckie zaczęły pracować w trybie maksymalnych przewozów wojennych i rozpoczęła się zakrojona na wielką skalę akcja przemieszczania się wojsk niemieckich na wschód).

Rankiem 22 maja wprowadza się w życie plan zabezpieczenia i ugrupowania pierwszego rzutu w sposób zorganizowany (nie pod bombami nieprzyjaciela) zajmują wyznaczone dla nich pasy obrony, co trwa, zgodnie z wytycznymi planu osłonowego, około 6–12 godzin15.

Jak może na to zareagować nieprzyjaciel? Bezpośrednio w pasie granicznym Niemcy nie mieli w ogóle wojsk (z wyjątkiem straży granicznej). Na głębokość 100 km od granicy do Wisły było rozproszonych około 45 dywizji piechoty; na dotarcie do granicy potrzebowały 3–4 dni.

A przecież trzeba jeszcze mieć czas na ocenę sytuacji, na potwierdzenie faktu rozpoczęcia w przygranicznych okręgach ZSRR mobilizacji, na podjęcie jakiejś decyzji. Można przypuszczać, że dowództwo Wehrmachtu spodziewało się napotkać zacięty opór rejonów umocnionych linii Mołotowa i przygotowywało się do zwalczania fortyfikacji zgodnie ze wszelkimi zasadami nauki i techniki wojskowej tamtych czasów. Jak dziś wiadomo, w większości przypadków te przygotowania okazały się zbędne, ale tam, gdzie Niemcy musieli podjąć walkę (Brześć, Siemiatycze, Grodno), posiadanie ciężkich dział okazało się dla nich niezwykle ważne.

Za najbardziej wiarygodne należy uznać sprawozdanie przygotowane w lutym 1942 r przez sztab niemieckiego Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych: po wielomiesięcznym badaniu zdobytych terenów Niemcy doliczyli się 1113 bunkrów na Linii Mołotowa przy nowej granicy. Duża, skomplikowana konstrukcja z jedną (czasami dwiema) kondygnacjami pod ziemią. Mury i stropy z ponad dwumetrowej grubości żelbetu wytrzymywały (zostało to potwierdzone podczas walk w czerwcu 1941 r.) pojedyncze trafienia pocisków przeciwbetonowych haubicy 210 mm. Ściana zwrócona ku polu walki nie miała żadnych otworów, strzelnice ognia flankującego znajdowały się w bocznych ścianach schronu; nacierający ich nie widzieli, nie mógł ich zburzyć prowadzony z dużej odległości ogień artyleryjski. W strzelnice wmurowano pudełka z płyt pancernych, które wytrzymywały bezpośrednie trafienie pocisku przeciwpancernego; wewnątrz pudełek znajdowało się stanowisko armaty kalibru 45 mm, sprzężonej z karabinem maszynowym lub armatą czołgową kalibru 76 mm. Z reguły w schronie znajdowało się jedno stanowisko armaty oraz dwa stanowiska karabinów maszynowych (chociaż zdarzały się obiekty z 5–6 otworami strzelniczymi). Peryskopy, system filtracyjno-wentylacyjny, łączność radiowo-telefoniczna, podziemne zaplecze dla garnizonu.

Teraz posłuchajmy tych, którzy mieli te twierdze szturmować. Oto, jak Niemcy opisują fortyfikacje południowego sektora Przemyskiego Rejonu Umocnionego: „Bunkry mają bardzo korzystne położenie i całkowicie dominują nad drogą Załuż–Sanok oraz niziną, która dzieli ją od rzeki San. (…) Betonowe stropy prawie dwumetrowe, mury mniej więcej podobnej grubości. Schrony są zamykane z zewnątrz jedną lub dwiema parami okratowanych drzwi w taki sposób, żeby zapobiec przed zerwaniem ich przez falę uderzeniową. Za nimi jeszcze kilka stalowych drzwi prowadzących do pomieszczeń wewnętrznych. Część bunkrów jest uzbrojona w dwie armaty kalibru 76 mm, inne – w kilka cekaemów. Armaty przeciwpancerne i karabiny maszynowe osadzono za grubymi stalowymi otworami strzelniczymi, wyjątkowo wytrzymałymi na ogień artylerii. Naprowadzanie armat odbywa się za pomocą urządzenia optycznego, które zapewnia bezpieczeństwo celowniczych na wypadek ostrzału artyleryjskiego nieprzyjaciela. (…) Przed stanowiskami armat i karabinów maszynowych znajduje się ogrodzony betonowym murem półtorametrowy rów, który uniemożliwia zniszczenie tego stanowiska, a przynajmniej bardzo to utrudnia”.

A oto wspomnienia jednego z tych, którzy przez szczerbinę celownika widzieli szturmujących Przemyski Rejon Umocniony Niemców. Młodszy sierżant Iwan Iwanowicz Mołczanow opowiadał: „Była to potężna fortyfikacja, uzbrojona w 4 armaty kalibru 76 mm oraz 2 kaemy Diegtiarewa. (…) Na szkoleniu dowódca powiedział nam, że musimy prowadzić obronę, nie opuszczając jej, przez 6 miesięcy. Albo nas wysadzą razem z bunkrem, albo na pół roku powinno nam wystarczyć prowiantu i amunicji. Bunkier był dwukondygnacyjny, wielki, mury z żelbetu miały po 3,5 metra grubości]. Gdy go obsadzaliśmy, Niemiec tymczasem zajął naszą stronę Przemyśla; wtedy otworzył do nas silny ogień, ale pociski odbijały się od murów jak groch od ściany”.

Wbrew powszechnej (czyli usilnie kolportowanej) opinii bunkry Linii Mołotowa nie powstawały w odległości dwóch kroków od granicy, „przez co Niemcy zdobyli je już w pierwszych godzinach walk”. Na początek przypomnijmy, że Zambrowski, Brzeski, Włodzimiersko-Wołyński, Strumiłowski oraz część Rawsko-Ruskiego i Przemyskiego Rejonu Umocnionego były położone w pobliżu rzek granicznych (Bug, Sołokija, San) i oddziały szturmowe Wehrmachtu nie mogły, nawet gdyby bardzo chciały, pokonać tych rzek z armatami, miotaczami ognia i zapasami materiałów wybuchowych. Po drugie, między granicą a węzłami obrony rejonów umocnionych wybudowano tzw. pas przedpola o głębokości kilku kilometrów. Władimirski (w chwili wybuchu wojny zastępca szefa Wydziału Operacyjnego sztabu 5. Armii Frontu Południowo-Zachodniego) w swojej bardzo dobrze znanej specjalistom monografii beznamiętnie stwierdza: „Włodzimiersko-Wołyński Rejon Umocniony również miał przygotowany pas przesłaniania o głębokości od 1 do 4 km, na który składało się dziesięć polowych rejonów batalionowych zbudowanych wzdłuż prawego brzegu Bugu. Stan gotowości 80–90 procent”.

Oczywiście wszystko, co zbudowali jedni ludzie, mogą zburzyć inni. Nie ma takich twierdz, których nie można zdobyć po szturmie bądź oblężeniu. Schrony Linii Mołotowa zasadniczo nie stanowiły dla nacierających Niemców żadnego nierozwiązywalnego problemu, wszystko zależało od zasobów, które były potrzebne do walki, w tym od absolutnie nieodnawialnego zasobu – czasu. I właśnie potrzeba było dużo zasobów, żeby zniszczyć tysiąc schronów.

Według Sołonin M. - Czerwiec 1941. Ostateczna diagnoza

Bunkry na Podkarpaciu wchodzą w skład Przemyskiego Rejonu Umocnionego. W jego skład wchodziły:

  • Punkt Oporu Medyka,
  • Punkt Oporu Siedliska,
  • Punkt Oporu Łuczyce,
  • Punkt Oporu Przemyśl (22 schrony),
  • Punkt Oporu Krasiczyn (13 schronów),
  • Punkt Oporu Mielnów,
  • Samodzielny Punkt Oporu Olchowce,
  • Samodzielny Punkt Oporu Załuż,
  • Samodzielny Punkt Oporu Lesko.

Po opuszczeniu przez wojska radzieckie, bunkry służyły jako źródło uzbrojenia dla partyzantów, zaś  wyposażenie przydało się okolicznej ludności, np. generatory prądu, paliwo, stal.

Bunkier, w którym ukryto skrzynkę, to schron nr 5 Punktu Oporu Siedliska. Był to schron do ognia bocznego, obsadzony przez jeden ckm. Nie widać po nim śladów walki. Wystające ze ściany kątowniki służyły do zamocowania maskowania. Jest w dobrym stanie, choć mocno zasypany ziemią. Do środka można się wczołgać, ale nie zrobiłem tego (błoto). Umieszczony jest w nasypie drogi. Prowadzil do niego tunel pod drogą (?). Beton i stal nadal solidne. Skrzynka wewnątrz   bunkra, mikro magnetyk. Od bunkra roztacza się piekny widok na San i zalane wodą wyrobiska żwirowe. Załoga bukra miała duże pole ostrzału. Skrzynka zwiera logbook, ołówek, certyfikaty.

Skrzynka została założona dzięki finansowej pomocy Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Dodatkowe informacje
Musisz być zalogowany, aby zobaczyć dodatkowe informacje.
Obrazki/zdjęcia
Pole "ostrzału"
Od przodu
Od drogi
Spoiler