Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 600 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Catch me if you can - OP5FF5
Właściciel: pani_ka
Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne.
Wysokość: 178 m n.p.m.
 Województwo: Polska > dolnośląskie
Typ skrzynki: Own cache
Wielkość: Mikro
Status: Zarchiwizowana
Data ukrycia: 15-03-2014
Data utworzenia: 18-01-2013
Data opublikowania: 06-06-2013
Ostatnio zmodyfikowano: 17-06-2018
53x znaleziona
0x przeniesiona   0 km
0x nieznaleziona
9 komentarze
watchers 13 obserwatorów
77 odwiedzających
48 x oceniona
Oceniona jako: znakomita
2 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: Aldavar, żeliwny
Musisz się zalogować,
aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki
Opis PL

Jesień, a zwłaszcza październik, to bezsprzecznie czas królowania dyni. To warzywo, pociesznie przezywane banią, jest bogate w witaminy i minerały, pięknie zdobi ogrody, rabaty, stoły, oraz wybornie smakuje, na słodko, ostro, wytrawnie. W USA dyniowe farmy przyciągają rzesze turystów, całe rodziny z dziećmi przed halloween szturmują dyniowe uprawy, by świetnie się bawić np. katapultując banie, cykać bajeczne fotki i zaopatrzyć się w nieodzowne na halloween rekwizyty. Wycinane w lampiony dynie zdobią ganki amerykańskich domów już od września. Oprócz popularnej dyni jadalnej, istnieje mnóstwo odmian ozdobnych, o różnych rozmiarach, kształtach i kolorach.

 

Dyniowe pyszności:

- placuszki z dyni

- ciasto dyniowe

- koreczki z marynowanej bani

- zupa mleczna na dyni z zacierkami

- zupa krem z dyni na słodko

- zupa krem z dyni na ostro

Próbowałam też dyniowej kawy i shake'a dyniowego. Mniam:)

 

Jeśli ktoś ma pecha, że dyni jeść nie może, to dodam, że w większości z tych przepisów można ją wzbogacić lub zastąpić marchewką i/lub cukinią. Ciasto czy placki marchewkowo-cukiniowe będą równie smaczne.

 

ps Tradycja halloweenowa coraz silniej zakorzenia się w naszej kulturze. Nie licząc przebieranek w pracy w kosmopolitycznych korpo, i imprez halloweenowych w klubach (każda okazja by zarobić jest dobra), coraz częściej polskie domy odwiedzają bandy dzieciaków uzbrojonych w halloweenowe gadżety (kto wie czy nie częściej niż wymierający kolędnicy...). Ku mojemu zdziwieniu w tym roku dzieci zapukały po raz pierwszy do moich drzwi z groźnym, a jednocześnie radosnym okrzykiem "Cukierek albo psikus!". Bez łapówki się nie obeszło. Ciekawe co na to minister edukacji? Skoro w sklepikach szkolnych sama zdrowa żywność, dzieci radzą sobie na inne sposoby:) Praktyczna nauka przedsiębiorczości i zaradności życiowej:P

 

Kilka lat temu, podczas którejś z kolei wizyty w Ślesinie, zainteresowały mnie pewne napisy. Spytałam się więc Znajomego czemu mają w Ślesinie drogowskazy po "czesku"? W odpowiedzi usłyszałam, że to nie jest "czeski" (wtedy jeszcze nie wiedziałam:P) tylko taka tutejsza gwara. No i tak od słowa do słowa Znajomy zaczął mnie zasypywać dziwnymi wyrazami. Poniżej zamieściłam mały słowniczek tego co zapamiętałam:

karminadle - kotlety mielone
lebera - pasztetowa
bania - dynia
gzik - twarożek
pyry - ziemniaki
dziady - prażoki
gichnąć - chlusnąć wodą
iść w kumotry - podawać do chrztu
nyrol - skąpiec
nojber - łobuz
Gwiazdor - św. Mikołaj

Nie wiem czy wszystkie z tych słów pochodzą rzeczywiście z tej gwary, bo Rodzina Znajomego pochodzi częściowo z Wielkopolski, a po części ze Śląska, więc może to się wszystko zmieszało i wyszedł taki oryginalny mix :)

***

W okolicach Ślesina i Skulska w połowie XIX wieku wytworzył się specyficzny żargon, którym posługiwali się handlarze obrazami maryjnymi, którzy sprzedawali swoje dzieła sztuki w Częstochowie. W Ślesinie gwary tej używali też handlarze pierzem ("agaciarze") i wędrowni lekarze ("medycyniarze"). Wielu z nich było oszustami, którym gwara służyła dla zmylenia naiwnych klientów. Żargon ten miał niewielką liczbę słów (około 800) różnego pochodzenia: niemieckiego, rosyjskiego, łacińskiego, z żargonu więziennego, złodziejskiego, zapożyczone z różnych gwar, a także wyrazy oryginalne, tworzone przez samych ślesinian, np. koryga -dziewczyna, jarus - ojciec, kimać - spać, agata - gęś. Gwara ta zaczęła zanikać w okresie międzywojennym, jednak do dziś dzięki kultywowaniu tradycji przez rdzennych mieszkańców Ślesina utrzymuje się ona wśród niewielkich grup handlarzy.

Waszym zadaniem jest rozwiązać krzyżówkę. Pola niebieskie utworzą hasło potrzebne do zalogowania znalezienia skrzynki (pisane małymi literami), a pola żółte wskażą wam współrzędne ukrycia kesza. Na trzech pierwszych znalazców czekają certyfikaty:)

 

1. … triumfalny

2. Potwór znad jeziora

3. Statek

4. Wódz

5. Kmina ochweśnicka

6. Ślesińskie ptactwo

7. Warta-Gopło

8. Jary Kielc

9. Hawer

10. Syndzioł

11. Targowisko

12. Hatrane Hobki

13. Urząd Gminy

14. Kimarnia

15. Poczciaha

16. Policja

 

Ciekawostka

Wyspa św. Klary

Związana jest z nią legenda o Klarze Mikorskiej, córce właściciela Mikorzyna:

Dziedzic Mikorzyna ruszył na wyprawę krzyżową. Po wyjeździe rycerza żona jego urodziła córkę, po czym wkrótce zmarła. Małą dziewczynką zajmowali się dalsi krewni. Lata mijały, a ojciec nie wracał. Tymczasem Klara wyrosła na piękną pannę. Jej uroda i majątek zwabiały licznych konkurentów. Klara jednak odrzucała każde oświadczyny. Nie myślała o małżeństwie. Więcej interesowała ją jazda konna, strzelanie z łuku, polowanie w okolicznych lasach a więc zajęcia zgoła nie kobiece. O jej rękę oświadczył się w końcu pierwszy rycerz królestwa, słynący z cnót rycerskich — Janusz, zwany Białym (przydomek pochodził od jasnych jak len włosów, srebrnej zbroi i białego płaszcza jaki nosił). Klara odrzuciła oświadczyny, twierdząc, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Janusz dowiedziawszy się, że serce Klary jest wolne, zostawił jej swój pierścień, prosząc, aby przysłała mu ten klejnot gdy zmieni zdanie, bądź zapragnie jego pomocy. Klara nie chcąc robić przykrości rycerzowi, wyraziła zgodę. Tymczasem na wyspie leżącej na północnym brzegu Jeziora ślesińskiego mieszkał inny rycerz, imieniem Garca. W przeciwieństwie do Janusza Białego cieszył się on złą sławą. Uciskał poddanych i napadał na przejeżdżających kupców. Żył Garca wesoło w gronie podobnych jemu zabijaków. Kiedyś zapędził się dalej na południe, a równocześnie Klara polując, zapędziła się bardziej niż zwykle na północ. Ujrzeli się na polanie. Garca zobaczywszy Klarę zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Wkrótce przebrał się w piękne, rozbojem zdobyte szaty, udał się do Mikorzyna i oświadczył się jej o rękę. Klara oczywiście nie tylko odmówiła mu ręki, ale jeszcze na dodatek powiedziała mu, co myśli o rycerzach trudniących się rozbojem. Była ona w gniewie tak piękna, że Garca zakochał się jeszcze bardziej. Odszedł, aby powrócić ze swoją drużyną i porwać Klarę siłą. Klara zdążyła jeszcze dać pierścień wiernemu słudze i posłać go po Janusza. Przywiódłszy Klarę do swego zamku, Garca umieścił ją w najpiękniejszej komnacie, ściany wybił najdroższymi kobiercami, otoczył Klarę zbytkiem, ofiarował jej wspaniałe klejnoty, sprowadzał rybałtów i gęślarzy, którzy sławili jej urodę i miłość Garcy. To wszystko nie zdobyło jednak serca Klary. Uwięziona, nie mogąc doczekać się Janusza, widząc narastającą natarczywość Garcy, złożyła w końcu ślub dziewictwa, jeśli uda się jej cało wyjść z rąk rabusia. Tymczasem Janusz spieszył z odległych stron na czele dzielnych rycerzy. Dotarł wreszcie pod zamek. Oba wojska stanęły naprzeciw siebie. Zamiast bitwy przeciwnicy postanowili stoczyć turniej. Bój odbył się pod starym dębem, który do dziś istnieje. Walka była zacięta. Z jednej strony walczył Janusz w srebrnej zbroi na białym koniu, z drugiej Garca z kruczym włosem na czarnym koniu. Skruszono kopie, połamano miecze, padły konie. W końcu Garca padł pokonany. Janusz pobiegł do zamku, uwolnił Klarę i ponownie oświadczył się o jej rękę. Niestety, Klara złożyła już ślub dziewictwa. Janusz - wzór cnót rycerskich - uszanował ślub i odprowadził Klarę do Mikorzyna. Pożegnał się i poprosił, aby wyszła na ganek, powiała chustką i wrzuciła pierścień do wody, gdy on już będzie po drugiej stronie jeziora. Klara spełniła życzenie, a wtedy Janusz w ciężkiej zbroi wraz z koniem rzucił się do wody. Klara zemdlała; powstała wielka burza, spadły obfite deszcze, we- wezbrały wody. Gdy powódź w końcu ustąpiła, z dna jeziora wynurzyła się niewielka wyspa, na której Klara spędziła resztę życia. Grób jej opisywano jeszcze na początku XIX w. Janusz zaś do dziś jeszcze pokutuje nad jeziorami: widać go w księżycowe noce, jak smutny przechadza się nad jeziorem. Widok jego zwiastuje podobno nieszczęście Legenda o Klarze Mikorzyńskiej należy do najpopularniejszych w okolicach Konina.

Tekst zaczerpnięty z przewodnika wycieczkowego: "Konin, Koło, Turek" autorstwa Zygmunta Pęcherskiego
Źródło: http://www.powiat.konin.pl/pl/225/290/szlak_wodny

Jeszcze dzisiaj można na wyspie Klara znaleźć fragmenty fundamentów wieży, w której mieszkała tęskniąc za swoją miłością, oraz zdziczałe już krzewy i drzewa owocowe z jej ogrodu. Janusza zaś można w księżycowe noce spotkać błądzącego nad jeziorem.

Tyle legenda. Faktem jednak jest, że na zachodnim brzegu jeziora, nieopodal wyspy, wzniesiona została w XVII wieku kaplica św. Barbary, patronki nagłej śmierci. Później kościółek ten pełnił funkcję miejsca odpoczynku dla bernardynów, głównie z Kazimierza Biskupiego. Dziś po tym miejscu pozostało wyraźne zakole w wysokiej skarpie tuż za nadbrzeżnymi mokradłami i nazwa części konińskiej dzielnicy Łężyn - Bernardynka.