Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 600 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Gdynia 3: 'Orłowo' - OP414F
Właściciel: oktawia
Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne.
Wysokość: 21 m n.p.m.
 Województwo: Polska > pomorskie
Typ skrzynki: Quiz
Wielkość: Mała
Status: Zarchiwizowana
Data ukrycia: 01-10-2011
Data utworzenia: 29-09-2011
Data opublikowania: 01-10-2011
Ostatnio zmodyfikowano: 25-05-2013
37x znaleziona
0x nieznaleziona
2 komentarze
watchers 5 obserwatorów
5 odwiedzających
25 x oceniona
Oceniona jako: dobra
1 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: skinol143
Musisz się zalogować,
aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki
Atrybuty skrzynki

Można zabrać dzieci  Dostępna rowerem  Szybka skrzynka  Umiejscowiona na łonie natury, lasy, góry itp  Potrzebna łopatka 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC.
Opis PL

Współrzędne pokazują początek wyprawy a nie miejsce ukrycia!

Dalej trzeba poruszać się po zdjęciach (trasa jak dla mnie sentymentalna, 6 lat, prawie codziennego widywania tychże elementów).

ZACHĘCAM DO ODWIEDZENIA WSZYSTKICH TYCH MIEJSC (po prostu zróbcie sobie miły spacerek:))


zdjęcia 1 do 6 - trasa do kesza

zdjęcie 7 - miejsce ukrycia  

zdjęcia 8 do 11 - bardzo ładna droga powrotna


Legenda Orłowa:


W dawnych księgach opisano trzy przypadki walk orłów, zaobserwowane w okolicach Gdańska. Dotyczący Orłowa przypadek miał miejsce szóstego stycznia 1666 roku, w dniu święta Trzech Króli w okolicy wsi Kolibki (dawniej Kolebki), półtora mili od Gdańska. Wówczas liczni rybacy stojący na brzegu ujrzeli w powietrzu dwa walczące ze sobą orły, co w tych okolicach było przypadkiem niespotykanym. Orły te zachowywały się bardzo głośno, rozpiętość ich skrzydeł sięgała dwóch łokci. Walczyły ze sobą zaciekle blisko dwie godziny. Dopadały do siebie zadając uderzenia szponami i szarpiąc dziobami. Atakowały się tak zaciekle, że wyrwane pióra unosiły się w powietrzu. W końcu silniejszy swymi szponami i dziobem uchwycił przeciwnika i szamocząc się zdołał go opanować. Tak złączone ze sobą ptaki wpadły do morza. Rybacy zobaczywszy to podpłynęli kutrami do orłów. Zobaczyli wtedy przerażający widok: zwycięzca raz po raz topił swojego przeciwnika w wodzie i zrobił dziurę w jego głowie. Śmierć zwyciężonego nie była skutkiem okaleczenia głowy, lecz utopienia. Mimo bliskości ludzi zwycięski orzeł nie puścił rywala Złączone szponami ptaki rybacy wyłowili i następnego dnia zawieźli do Gdańska. (http://www.zs5gdynia.pl/O_nas/my_3a.html)


 „Bajki i baśnie gdyńskie” fragm.:

(…) W powietrzu na wysokości urwistego cypla redłowskiej kępy, szybowały dwa potężne ptaszyska, jeden biały, drugi czarny.

 -To nie wiatr. - krzyknął w stronę rybaków - Dobrzy ludzie, to nie wiatr.

-To orły. - stary rybak ze zdumieniem wytrzeszczał oczy.

-Orły, tutaj? Nigdy tu ich nie było.

-Widać tam, na szczycie mają swoje gniazda.

-Jeden biały, drugi czarny.

-Potężne ptaszyska, będą miały po dwa łokcie.

-A bodaj tam, ze trzy, jak nie więcej.

-A jak szybują, jakby płynęły po niebie. - Mówili jeden przez drugiego, podnieceni tym niezwykłym widokiem.

Nagle czarny ptak nastroszywszy skrzydła, odwrócił się gwałtownie w stronę białego, jakby szukał zaczepki. Zmącił spokojny, dostojny lot. Teraz oba orły leciały prosto na siebie. Zderzyłyby się niechybnie, gdyby biały nie skierował w ostatniej chwili swojego ciała w dół, unikając katastrofy. Leciały chwile w przeciwnych kierunkach. Czarny zawrócił momentalnie i trzepotał długimi skrzydłami, unosząc je w górę i w dół. Zbliżał się niebezpiecznie do białego, chcąc go zaskoczyć atakiem. (…) olbrzymie ptaszyska znów nalatywały na siebie. Zbliżały się na niebezpieczną odległość zderzenia w powietrzu, co mogło by oznaczać śmierć jednego z nich lub obu.  W ostatniej chwili, jakby wiedzione instynktem, pohamowały pęd, strosząc skrzydła i wysuwając w przód szponiaste nogi. Zwarły się na moment, chwytając ostrymi szponami. Posypały się pióra. Złączone ptaki, stanowiące jakby jedno ciało, zaczęły gwałtownie spadać w dół. I niechybnie spadłyby w zamarzające morze, gdyby w porę nie rozłączy się. Znów odleciały, każdy w swoją stronę.

-O co tu chodzi? – pytał Antosz samego siebie. O co walczą? Pamiętał jak wyglądają walki jeleni o łanię. Sam ojciec pokazywał mu to zjawisko w wiczlińskich lasach, ale ptaki? O tej porze?

Znów zbliżyły się do siebie. Teraz było widać wyraźnie, z jaką zaciekłością jeden drugiego stara się zaatakować. Dopaść w powietrzu. Nalecieć z góry. Wbić się szponami w ciało przeciwnika i dziobem roztrzaskać mu głowę. Ileż to razy nalatywały na siebie. Ileż to białych i czarnych piór posypało się na morski brzeg. W końcu wycieńczone walką na śmierć i życie, znowu zwarły się ze sobą, szczepiły szponami i nie mogąc szybować, zaczęły spadać w dół. Zaciekłe były tak bardzo, że nie rozłączyły się w porę i razem runęły w lodowatą breję. Pióra spadały za nimi o wiele wolniej, tańczyły w powietrzu, jak liście.

-Utopią się, ratujmy je! – krzyknął Antosz, ale starzy rybacy dawno już pochwycili wiosła 
i zaczęli spychać łódź z brzegu.

Tymczasem czarny topił swego przeciwnika w wodzie. Stał na krze i uderzał dziobem białego. Już się zdawało, że go pokonał, gdyż pozostawał sam na powierzchni, ale biały nie dał za wygraną. Ocuciła go lodowata fala, wynurzył głowę nieopodal, wspiął się na krę i próbował zaatakować czarnego od tyłu. Nie mogąc unieść się w powietrze z powodu mokrych i zamrożonych piór, zwarli się ponownie szponami i znów razem wpadli w zamarzającą wodę. Utopiłyby się razem niechybnie, gdyby ich rybacy nie wyłowili siecią. Wyciągnęli wciąż szczepione lub też przymarznięte do siebie ptasie ciała i ruszyli w stronę brzegu.
W tym czasie Antosz zaczął zbierać pióra. Chciał mieć pamiątkę po tak niezwykłym zdarzeniu. Zbierał tylko białe, bo uznał, że te czarne nie wróżą niczego dobrego. Nazbierał ich całą garść. Obie garście. Dużo ich było. Postanowił, że obdaruje nimi tych wszystkich, którzy brali udział w „gwiozdce”, w „gwiżdżach” i w „szczodrokach”, a jeszcze wystarczy dla rodziców i sąsiadów. Wszystkim będzie opowiadał o tym niezwykłym zajściu. Ale natychmiast przyszła mu do głowy myśl, że przecież on, jako Anioł może podreperować swoje anielskie drewniane skrzydła, pokryte lichym kaczym pierzem, mocnymi piórami orła. Ucieszyła go ta myśl. Odpioł skrzydła od ramion i zaczął dokładać do nich długie, gęste, białe orle pióra. Lotka przy lotce, dutka przy dutce, wciskał pióra w drewniane skrzydła. Dużo ich było. Wyglądały teraz jak prawdziwe, anielskie. (…) Do świątyni, przy dźwiękach trąb, wkraczali królowie. Nieśli przed sobą dary: złoto, kadzidło i mirrę. Zapalono świece. Zrobiło się jasno i ciepło jak w niebie. Antosz stał nieruchomo przy szopie, aż w końcu zdrętwiały mu nogi i ramiona (…). Poruszył się nieznacznie i wtedy jedno śnieżno-białe pióro z jego anielskich skrzydeł spłynęło do stóp kapłana.

-I oto jeszcze jeden żywy znak - oznajmił ksiądz, unosząc pióro ku górze. – Pochodzi ono ze skrzydła tego anioła, który jest w istocie Archaniołem. Patronem naszej świątyni i całego oksywskiego wzgórza.

Nie spostrzegł ów dobrodziej, głoszący w natchnieniu słowo boże, że to orle, a nie anielskie pióro. Skąd mógł wiedzieć, czym różnią się od siebie. Jak również nie wiedział, że miejsce skąd pochodzi, miejsce śmiertelnej walki dwóch orłów, nazwane zostanie Orłowem.”


Obrazki/zdjęcia
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11