Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 500 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
Nietypowa
difficulty terrain
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Marian olimpijczykiem - OP8X0Y
Właściciel: ronja
Ta skrzynka należy do GeoŚcieżki!
compass Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne.
altitude Wysokość: 142 m n.p.m.
location Województwo: Polska > lubuskie
type Typ skrzynki: Nietypowa
size Wielkość: Mikro
status Status: Gotowa do szukania
hidden Data ukrycia: 12-11-2018
creation-date Data utworzenia: 12-11-2018
published-date Data opublikowania: 12-11-2018
last-mod Ostatnio zmodyfikowano: 12-11-2018
znaleziona 2x znaleziona
nieznaleziona 0x nieznaleziona
komentarz 0 komentarze
watchers 4 obserwatorów
visits 46 odwiedzających
votes 2 x oceniona
score Oceniona jako: b.d.
Musisz się zalogować,
aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki
attributes Atrybuty skrzynki

Weź coś do pisania  Skrzynka niebezpieczna 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC. link
description Opis PL

Dlaczego nikt dotąd nie wspomniał, że Marian chciał zostać olimpijczykiem? Znamy jego brawurowe ucieczki, nagłe zmiany miejsc, odwagę często zmieniającą się w sportową brawurę. Ta historia pewnie by umknęła wraz z upływającym czasem i ginącą pamięcią, gdyby nie starania nielicznych zapaleńców i jak to zwykle bywa przypadkowi, pozwalającemu uzyskać więcej szczegółów z tego epizodu. Tak, epizodu, bo wiadomo powszechnie, że Marian raczej wybitnym sportowcem nie został. Medale to sobie mógł kupić na ruskim bazarze, albo wymienić na flaszkę bimbru z radzieckimi wojakami! Tak, Wasze oczy czytają poprawnie – radzieckimi wojakami. W Marianie żyłka sportowca obudziła się nagle, rok przed Olimpiadą w Barcelonie. Nie bardzo mógł się zdecydować, w jakiej dyscyplinie wystartować. Najlepiej mu wychodziło bieganie i młócki na pięści. Czasem skoki przez okno i płot, jak jakiś mąż za wcześnie wrócił z delegacji i trzeba było salwować się ucieczką z łoża kochanki. W unikaniu odpowiedzialności też był dobry, ale to raczej nie sportowe wyzwanie. O wyborze przesądził jak zwykle przypadek. Mariana licho jakieś przygnało do Buczka. Trafił w momencie, gdy konie wybiegły ze stajni i gospodarz z paniką w oczach łapał je, by nie wleciały na leżący tuż za płotem poligon. Tam już radzieccy bojcy tylko na nie czekali. Koniny dawno nie jedli (z innym mięsem też najlepiej nie było), a na poligonie wiadomo – granat czy kula łatwo się zabłąka i trafi w co się da  ;)  Ku swemu zdziwieniu Marian poradził sobie jakby całe życie spędził w siodle. Już wiedział – będzie dobry w pięcioboju! Pływanie się poprawi – stawy całkiem duże, da się trenować. Strzelanie – miejsce wręcz wymarzone, tylko dogadać się z sąsiadami. Walutę międzynarodową załatwi w mig – bimbru z jabłek potrafił napędzić, a okoliczne sady wręcz wołały, by z nich brać. Z szermierką gorzej, ale w sumie kijem przed burkami się oganiał, znaczy się da radę. Już był gotów, już plan sam się układał w głowie. Zamieszkał w opuszczonej chacie, którą szybko przerobił na centrum przygotowań olimpijskich. Jako niezrzeszony miał dylemat – nie miał barw klubowych, nazwy, innych potrzebnych detali. Szybko wymyślił coś, co z mety znalazło uznanie w oczach niezbyt wykształconego otoczenia – nad drzwiami zawisły kółka olimpijskie. To już nie były przelewki – MKOL nie mógł wziąć się tak znikąd. Ranga przedsięwzięcia wzrosła na tyle, że zainteresowali się nim towarzysze z ukrytego w lesie miasta, odpowiedzialni za sport i zwycięstwo świata socjalistycznego nad kapitalistycznym (a powszechnie wiadomo, że w dobie wymuszonego pokoju Olimpiada zastępowała machanie szabelkami i trzeba było przynajmniej tam dokopać przeciwnikowi, jak należy). W chacie Mariana pojawili się doradcy, trenerzy, oficerowie polityczni, tzw. „lekarze sportowi”. Marian zyskał sprzymierzeńców, otwarto przed nim nowe możliwości. Sala sportowa w Pstrążu, jadalnia oficerska, szpital z możliwością regeneracji (i generacji tego i owego), kilometry torów przeszkód, strzelnice (włącznie z czołgową i wyrzutnią balistyczną na wypadek, gdyby ktoś chciał wypaczyć wyniki ) – wszystko to było dla Mariana. Przodująca, radziecka medycyna sportowa, dostarczała mu masę „odżywek”, które tak właściwie były zwykłą chemią farmaceutyczną, opartą na sterydach, ale co tam – liczą się wyniki, a o najsłabszych nikt nie pamięta. Dla zachowania równowagi dostarczano mu do domu posiłki, oparte na najlepszych tradycjach syberyjskich wieśniaków, spośród których wywodziło się tak wielu utytułowanych sportowców (dzisiaj wiemy, że to raczej szybko biegające tygrysy syberyjskie i głodne wilki były sprawcami tak dobrej motoryki i uzyskiwanych przez nich wyników, ale kogo to wtedy obchodziło?). Marian zawziął się, grzał w najlepsze. Tor czołgowy pokonywał lepiej, niż najbardziej zaawansowane technicznie tanki. Strzelał niczym kowboj (paru nieszczęśników z punktów obserwacyjnych straciło życie, ale to przez swojego zwykłego pecha i bycie w nieodpowiedniej chwili w nieodpowiednim miejscu - czasem z delikatnym zezem strzelającego się nie wygra, a skąd mieli wiedzieć?). Pływał niczym ryba, bo nikt mu nie przeszkadzał w wodzie – ryby dawno zostały zjedzone pod pyszny, jabłkowy bimberek. Biegał niczym szatan – najbliższe „chętne” kobiety były albo na poligonie (a Ruscy jakoś dziwnie byli zazdrośni o nie), albo w Lesznie Górnym (tam też jakoś nieprzychylnie patrzyli na kłusownictwo), czyli biegać trzeba było i to niczym gepard. A że popęd po „odżywkach” Marian miał niczym buhaj rozpłodowy, to i kilometrów przybywało. Szermierka tylko kulała, bo zamiast kijka częściej sztachety były w użyciu, albo metalowe drągi, ale w pięcioboju da się zrobić wynik nawet przy jednej słabszej dyscyplinie. Zajęty treningami Marian nie zauważył nadciągającego zagrożenia, a gdy już przyszło było za późno. Nie poddał się refleksji, gdy był na nią czas. Wykończyła go medycyna sportowa i geopolityka. Nie ma nic za darmo. Marian żarł chemię, która żarła jego mózg. Nie zauważył, że oprócz mięśni rosły mu cycki, a malał ptaszek. Jednocześnie głowa nie łapała, że znacznie obniżył kryteria wiekowe swoich podbojów. Mówiono już o nim w okolicy „zBuczek”. Nawet wpadające przez okna kamienie nie były wystarczającym sygnałem, że coś jest nie tak. Brał to na karb zwykłej, ludzkiej zazdrości. Nikt przecież w okolicy nie miał szans na bycie Mistrzem Całego Świata. Nie załapał też, że radzieccy doktorzy rzadziej się pojawiali, odżywki były jakieś takie bardziej oryginalne (czytaj: wybrakowane), a w samym zaklętym miasteczku jakby ubywało ludzi. Historią nigdy się za bardzo nie interesował, polityką tym bardziej. Przegapił chłop, że Ruscy wracają do siebie, ich czas się skończył. Był już rok 1992, ten olimpijski. Dzień po ostatnim transporcie na wschód skończyła się protekcja i ochrona. Wczesnym rankiem pod dom przybyła społeczna Inkwizycja. Ostatnim przebłyskiem świadomości, a bardziej zwierzęcym instynktem, Marian ewakuował się z chaty. Trzeba przyznać – zdobyte doświadczenie sportowe procentowało – szpital w Szprotawie przyjął grupkę rannych, a i okoliczne zabudowania gospodarcze nie przetrwały potyczki. Marian grzał przed siebie, na wprost, przez Bóbr (jednak pływanie się przydało). W głowie mu się tłukło złośliwie „nas nie dogoniat”. Nie wiedział, że za kilka lat jakieś rosyjskie siksy nagrają światowy hit z tą frazą. Raz jeszcze przeżył. Jak sobie poradził z utratą olimpijskich ambicji? Trudno powiedzieć. Życie pewnie szybko zafundowało mu nową przygodę. W Buczku zostało tylko wspomnienie po sportowym epizodzie i masa opakowań po specyfikach przodującej, sportowej myśli radzieckiej (dla niepoznaki popakowanej w różne opakowania ze swojsko brzmiącymi dla nas nazwami). I tylko ludzie zachodzili w głowę, co też właściwie ten Marian żarł. Zawartość pękniętego słoika wyglądała obrzydliwie. Tego zamkniętego nikt profilaktycznie nie ruszył do dzisiaj.

Jeśli chcesz się zmierzyć z historią Mariana, przeczytaj podpowiedź kodowaną.

 

Dodatkowe informacje
Musisz być zalogowany, aby zobaczyć dodatkowe informacje.
Wpisy do logu: znaleziona 2x nieznaleziona 0x komentarz 0x Wszystkie wpisy