Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 600 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Bezimienny XII - OP8QBQ
Mleczarnia
Właściciel: Sir Black
Ta skrzynka należy do GeoŚcieżki!
Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne.
Wysokość: 58 m n.p.m.
 Województwo: Polska > pomorskie
Typ skrzynki: Nietypowa
Wielkość: Mikro
Status: Gotowa do szukania
Data ukrycia: 16-04-2018
Data utworzenia: 29-01-2018
Data opublikowania: 16-04-2018
Ostatnio zmodyfikowano: 04-04-2020
14x znaleziona
0x nieznaleziona
0 komentarze
watchers 0 obserwatorów
39 odwiedzających
12 x oceniona
Oceniona jako: znakomita
9 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: areckis, Badzia Gadzia, Ćwir, elmodemonico , MaciekBDG, Maleska, Miki., Nati., Skyqen
Musisz się zalogować,
aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki
Atrybuty skrzynki

Weź coś do pisania  Umiejscowiona na łonie natury, lasy, góry itp 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC.
Opis PL

Nie ma słów, które opisałyby skruchę, jaką w sercu nosi jeden z dwudziestu siedmiu. Odkąd pojawił się na ziemiach damnickich starał się, na swój nietypowy sposób, wypełniać powierzone zadania godnie i uczciwie. I wszystko było idealne i piękne, aż do tej nieszczęsnej nocy. Do dziś nie może zrozumieć, jak ta niewielka cząstka mroku, którą ma zaszczepioną, przejęła nad nim kontrolę. Na cóż mu było szukać większych zaszczytów i sławy? Po stokroć powtarza to w głowie. Po stokroć cierpi i pokutuje. Klara nie była niczemu winna. Winny był on. Zapatrzony w ludzkie, nieczyste dusze. Znalazł w nich chciwość, zazdrość i pychę, które oblepiły jego jasne skrzydła niczym smoła z czeluści podziemia. Potem nic już nie było takie same... Wstawiennictwo Klary zapaliło w nim iskrę nadziei, która tli się po dziś dzień. Jednak sto lat temu nie wyglądało to tak dobrze. Od nieszczęsnego zdarzenia zmieniło się wszystko. Anioł ze swych resztek świetlistości przeistoczył się w coś na kształt otchłani. Postać jego nabrała surowych kształtów, włosy w jednej chwili poszarzały, a oczy stały się czarne jak węgle wydobyte z dna piekła. Powierzchnia rąk i nóg pokryła się miejscami szaro-niebieską łuską. W dłoni dzierżył płonący srebrzysto-granatowym ogniem miecz. I skrzydła... udało mu się je ocalić, choć nie wyglądały jak kiedyś. Kruczoczarne pióra przeplatały się z lśniącymi, srebrzystymi ostrzami. Ich wielkość była majestatyczna. Po rozpostarciu ich, wydawało się, że ogarnie nim cały świat. Jego niemal spartański wygląd dopełniała czarna zbroja, połyskując w mroku, jak twarz zapłakanego dziecka. Gdyby nie te barwy, można by pomyśleć, że sam Archanioł Michał wybrał go na swojego zastępcę. Niestety za dużo było w nim mroku, by mógł mierzyć się z rzeszą boskich posłanników. Nie mógł jak oni być wszędzie, czuwać przy ludziach, przynosić dobre wieści. Nie mógł nawet oddalić się od swego własnego więzienia. Skazanie na jedno miejsce był najgorszą karą. Przecież miał skrzydła, nie korzenie jak drzewo. Nie chciał siedzieć w miejscu, patrzeć na tą samą okolice przez wieki. A jednak w każdym zesłaniu obok kary jest też szansa na odkupienie. Nie każdy jednak umiał ją dostrzec.

Lata mijały. Miejsce, w którym przyszło mu czekać na wybawienie było solidnym, murowanym budynkiem. Ludzie często tam przebywali. A jak to bywa wśród śmiertelnych obok tych dobrych i życzliwych, dla zachowania równowagi muszą być również zachłanni, pyszni i zazdrośni. Te cechy jak magnes przyciągały anioła. Wiedział on bowiem, że to nie jest nasienie boskie, są to iście diabelskie pomioty... demony, co katowały dusze niewinnych, by móc zabrać je ze sobą w głąb ziemi. Tak jak niegdyś owładnęły jego, tak teraz, z coraz większą siłą rządziły ludźmi.

Nie wymierzał im żadnych kar, nie był sędzią. Robił jednak coś co kochał najbardziej. Gdy tylko jego ostrza w piórach zaczynały się mienić, wiedział, że gdzieś blisko jest jeden z demonów chciwości, zazdrości lub pychy. Stawał wtedy przed nieczystymi ludźmi i swym płonącym mieczem przecinał ich dusze na wskroś. Jeśli demony nie były na tyle mocne opuszczały dusze ludzkie. Mogły zostawać jedynie swe skrawki, z których albo z czasem wyrastał kolejny demon, albo czystość serca człowieka pochłaniała mrok i stawał się on uczciwy i prawy - choć zdarzało się to niezwykle rzadko.

Z czasem samo wypędzenie demonów wydawało się syzyfowa pracą, dlatego Anioł w podziemiach swego własnego więzienia stworzył loch, w którym więził schwytane demony. Odkupienie łask nie było bowiem takie łatwe. O ile śmiałek, który mógł go uwolnić był realną szansą na wybawienie, o tyle zasłużenie u Sir Blacka na przebaczenie i wyrwanie się z kajdan mroku nie było już taką łatwą sprawą. W zamyśle swoim uznał, że najlepsze będzie walczenie z tym, co go tej nieszczęsnej nocy pokonało.

Mijały kolejne lata. Miejsce było idealne do jego działań. Na ten czas w budynku mieściła się wielka mleczarnia. Anioł uwielbiał przechadzać się miedzy kotłami z mlekiem. Jego skrzydła ciągnęły się po mokrej podłodze. Po kilku latach dało się zauważyć, że końcówki skrzydeł stają się jakby bielsze, a łuski na rękach bardziej połyskujące. Wydawało się, że wszystko co robi, jest dobre, a jego iskra nadziei pali się żywym ogniem. I paliła się na prawdę jasno do roku 1939. Tej nieszczęsnej nocy, gdy jak zawsze zaszył się na poddaszu wpatrzony w jasną tarczę księżyca, wszystko zaczęło drżeć. Niebo rozświetliło się na czerwono, a spod ziemi uciekły wszystkie złapane niegdyś demony. Zanim nastał świt, ziemię damnicką opanował chaos. Były to najgorsze lata Anioła. W tym wszystkim nie sposób było walczyć. Nie wiedział nawet z kim ma toczyć tę wojnę. Osamotniony starał się chronić ludzi, niszczyć demony. Jednak sam, przy tej całej hordzie wrogów, nie był w stanie zwyciężyć.
Po ponad czterech latach Anioł potrafił już tylko siedzieć na szczycie budynku i patrzeć na zgliszcza i dym. Jednej nocy zsunął się w głąb poddasza i milczał, gdy nagle w ciszy usłyszał piskliwe "Aniele Boży Stróżu Mój...". Zwrócił się w kierunku, z którego dobiegał szept i ujrzał wychudzoną postać kilkuletniej dziewczynki. Powtarzała słowa coraz mocniej, coraz wyraźniej. Anioł rozejrzał się dookoła, ale żadnego Anioła Stróża nie zobaczył. "Niemożliwe, żeby zostawić człowieka bez opiekuna" - pomyślał. Zrobił kilka kroków bliżej i zobaczył niemal bezbarwną postać.

- Weź ją... Weź i się opiekuj, bo ja nie dam rady - odpowiedziała zjawa.

- Ale ja nie jestem Aniołem Stróżem. Nie mam prawa.

- Słyszysz tę dziewczynkę? Ona musi przeżyć, a bez Anioła nie da rady. Tu jest zbyt dużo demonów, czuję jak szarpią mnie chcąc dostać się do jej duszy. Mam coraz mniej siły żeby walczyć.

Dziewczynka nadal powtarzała słowa modlitwy, mocno ściskając przy tym dłonie.
Anioł nie wiedział co się z nim dzieje. Łuski na rękach zaczynały się skrzyć, ostrza w piórach lśniły jak nigdy wcześniej, a miecz zaczął płonąć ognistym blaskiem. Choćby nie chciał, jego cała istota rosła w siłę. Nabierał odwagi i mocy. Wiedział, że teraz przyjdzie mu walczyć z demonami bardziej niż kiedykolwiek. W końcu zrozumiał, że tylko tak zdoła zasłużyć na przebaczenie. Nie myśląc długo wyciągnął swój miecz i zaczął rozprawiać się z demonami, tymi w ludziach i tymi bezwiednie krążącymi przy dziewczynce. Gdy zbliżała się horda nieczystych, Anioł machnął swym skrzydłem, sprawiając, że dziewczynka wpadła za skrzynki. Żołnierze przeczesujący budynek nie znaleźli jej. Kule świszczały wokoło. Anioł co sił machał skrzydłami, by zmienić ich kierunek lotu. Po chwili widział tylko szkliste, zielone oczy dziewczynki wpatrzone w jego postać. Był to pierwszy raz, kiedy kogoś ocalił. Wypędzanie demonów było odważnym gestem, ale dać komuś drugie życie, to już całkiem inna historia. Kolejne lata były już tylko zabawą. Anioł przybierając na swej mocy, ponownie zaczął łapać demony. Z czasem zdawało mu się, że lada chwila i będzie miał wszystkie. Nie było to jednak tak proste. Przez tych kilkadziesiąt lat widział, jak ludzie się zmieniają. Chciałoby się wierzyć, że po takim ataku demonów będzie już tylko lepiej, lecz niestety... Czasy dla ludzi zaczęły być piękne. Pracowali, bogacili się. Wokoło rosło coraz więcej domów. Coraz szybciej rozwijał się przemysł i technika. A ludzie jakby zapomnieli co w życiu ważne. Znów stali się pożywką dla demonów. Chciwość, zazdrość i pycha stały się częścią każdego człowieka. Anioł wiedział, że teraz, tuż przed szansą uwolnienia musi być czujny i zrobić wszystko co w jego mocy, by zasłużyć na wybawienie.

Podczas jednej z przechadzek po budynku, niespodziewanie na jego drodze stanął Sir Black.

- Zostało Ci niespełna pięć lat, by mieć szansę na uwolnienie. Myślisz, że znajdzie się ktoś, kto będzie godzien tego dokonać? - odezwał się Archanioł.

- W ludziach zawsze jest cząstka dobra i święcie wierzę, że będzie taki śmiałek, który wyzwoli mnie z kajdan.

- Będziesz mógł wtedy wrócić do swego mroku.

- Tylko, że... - przerwał Anioł - ...tylko, że ja nie chcę do mroku.

- Śmiesz prosić o miejsce na górze? Chcesz widzieć blask Cherubinów czy Mocy? To nierealne.

- Jeśli znajdzie się śmiertelny, który uwolni mnie, będę przy nim czuwać do ostatnich jego dni. To obiecuję, ale potem chcę odprowadzić go do niebieskiej świątyni i zostać tam już na wieki.

- Śmieszne jest to, co opowiadasz.

- To co mogę uczynić? - dopytywał Anioł.

- Tak bardzo ci na tym zależy? Dobrze więc. Do czeluści piekieł wysyłam demony. Złap dla mnie 4444 nieczystych.

- To proste - odetchnął z ulgą - brakuje mi zaledwie 60. Przez rok spokojnie je złapię.

- To nie wszystko. Uratuj duszę.

- Jak to? Jak uratować?

- Każdy ze śmiertelnych ma swój czas, swój zegar. W pewnym momencie on staje, ale jest taka krótka chwila, że można go jeszcze nakręcić, by chodził kilka sekund, dni lub lat. Nakręć jeden zegar. Gdy to zrobisz, wezwij mnie.

- Ale ja już uratowałem kogoś.

- Słowa twoje kruche, daj dowód mi i wezwij.

Po tych słowach Sir Black zniknął.

Rok za rokiem mijał. Anioł złapał już odpowiednią ilość demonów, ale żadnego zegara nie udało mu się nastawić. W okolicy nie było żadnych samobójców, żadnych wypadków, by mógł zdążyć na czas. Nie było nikogo. A szansa z każdym dniem malała.
Zrezygnowany Anioł usiadł na szczycie budynku. Patrzył jak ludzie gorączkowo pracują. Tym razem zamiast mleka przelewały się wody, soki i napoje. Goście rzadko tu przychodzili, a już na pewno nie widywano tu dziadków z wnukami. Widok ten szybko zwrócił uwagę Anioła. "Czego oni tu chcą?" - pomyślał. Gdy zbliżył się nieco, zaciekawiony usłyszał.

- Widzisz wnusiu, jak miałam 8 lat siedziałam tu skulona jak myszka. Była wojna...

Anioł nie mógł uwierzyć w słowa staruszki. Spojrzał w jej oczy i wiedział, że to są te same zielone oczy, które chronił tamtego dnia. Szybko przywołał Archanioła i stał dalej w skupieniu.

- Co się stało? Czyżbyś kogoś ratował? - zażartował Sir Black

- Ciiiiiiiii. Słuchaj.

Staruszka ciągnęła dalej:

- Bardzo się wtedy bałam, ale modliłam się. Tak mocno i z całego serca do mojego Anioła. I wiesz uratował mnie. Nie wiem jak to się stało. Poczułam jakby magiczna siła mnie popchnęła w kąt. Obok świszczały kule, ale żadna mnie nie trafiła. On wtedy tam był. Nikomu tego nie mówiłam, ale widziałam ciemną postać z łuskami na nogach. Wszystko w nim się mieniło. Uratował mnie.

- To byłem ja! - krzyknął rozradowany Anioł. - Słyszysz, to ja. Uratowałem ją! Nakręciłem zegar!

- Wiem o tym. Nie myślałem tylko, że tyle czasu zajmie ci udowodnienie mi tego.

- Wiec jak będzie. Będę mógł...

- Przez tych sto lat widziałem, jak bardzo się starasz. Nie miałbyś żadnego problemu z przekonaniem mnie do wyjścia z mroku, ale...

- Znowu jest ale?

- Żadna twoja zasługa nie przyniesie ci odkupienia. Teraz twoje dalsze jestestwo spoczywa w śmiertelnych rękach. Nie wiem czy w dzisiejszych czasach są jeszcze osoby o czystym sercu, które swą rycerską postawą udowodnią, że godne są uwolnić Was. Jeśli masz w sobie dość dużo wiary, to módl się. Módl się, by śmiertelni nie zgasili twojej iskry.

Autor tekstu: Ponińska Natalia

 

ZANIM WYRUSZYSZ NA TRASĘ KONIECZNIE PRZECZYTAJ OPIS GEOŚCIEŻKI !!!

 

Skrzynka

Współrzędne wskazują na budynek dawnej mleczarni.

Z jednej z lamp znajdujących się w pobliżu mleczarni spisz cyfrę, napisałem ją tam markerem i wstaw w miejsce "F"
do współrzędnych skrzynki Sine Nomine.


Natomiast aby uzyskać współrzędne miejsca ukrycia skrzynki (tam wpiszesz się do logbooka), rozwiąż poniższą zagadkę:

Klucz do jej rozwiązania znajdziesz na stronie geościeżki.

UPEWNIJ SIĘ, ŻE ODPOWIEDNIO SKRZYNKĘ ODŁOŻYŁEŚ!!!

OpenSprawdzacz
Autor tej skrzynki umożliwił sprawdzenie poprawności rozwiązania zagadki (współrzędnych pojemnika finałowego).
Statystyki: prób: 12 razy, trafień: 11 razy.
Dodatkowe informacje
Musisz być zalogowany, aby zobaczyć dodatkowe informacje.
Obrazki/zdjęcia
Lampa
Wpisy do logu: znaleziona 14x nieznaleziona 0x komentarz 0x Wszystkie wpisy