Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 600 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
stats
Zobacz statystykę skrzynki
Rzeźnik z Niebuszewa - OP16A8
Najbardziej makabryczna historia powojennego Szczecina
Właściciel: koralechy
Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne.
Wysokość: 22 m n.p.m.
 Województwo: Polska > zachodniopomorskie
Typ skrzynki: Wirtualna
Wielkość: Bez pojemnika
Status: Gotowa do szukania
Data ukrycia: 08-02-2009
Data utworzenia: 08-02-2009
Data opublikowania: 08-02-2009
Ostatnio zmodyfikowano: 09-02-2009
285x znaleziona
0x nieznaleziona
5 komentarze
watchers 6 obserwatorów
111 odwiedzających
188 x oceniona
Oceniona jako: dobra
1 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: MaciekBDG
Musisz się zalogować,
aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki
Atrybuty skrzynki

Szybka skrzynka  Można zabrać dzieci  Dostępna dla niepełnosprawnych  Miejsce historyczne  Potrzebne hasło do logu! 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC.
Opis PL

Podobno przez klikadziesiąt lat nikt nie chciał mieszkać w tym lokalu. Początkowo stał pusty, potem podzielony na schowek i drewniane toalety. Część dołączono do innego mieszkania. Obecnie znajduje się tam zakład szewski.

Ponury bohater tej opowieści Józef C. mieszkał w domu przy dzisiejszej ul. Niemierzyńskiej 7 (wtedy Wilsona). Miał 158 cm wzrostu, był przysadzistej, krępej postury. Duże ręce. To zapisano i fakt ten potwierdza odcisk pokaźnego kciuka (akta Sądu Okręgowego w Szczecinie). Szeroka, okrągła twarz. Nad niebieskimi oczami gęste brwi. W jego teczce więziennej zapisano: "Włada językiem niemieckim, narodowość i obywatelstwo polskie".

Dla współlokatorów z ulicy Niemierzyńskiej było jasne, że jest Niemcem. Mówił po niemiecku i po polsku. Zapamiętano, że krytykował młode matki. "Na takie trzeba by bomby, bo dzieci nie pilnują" zwykł mawiać.

Do feralnego mieszkania przywiozło go polskie wojsko w roku 1952. Został przesiedlony z ul. Wawrzyniaka. "Jest tramwajarzem. Często chodzi do znajdującego się naprzeciwko domu kina Młoda Gwardia*. Odwiedzają go kobiety" - zeznawali sąsiedzi.

Józef C. w śledztwie o sobie: urodzony w 1895 r. w Opolu, od wybuchu I wojny światowej ślusarz na kolei, w 1915 r. powołany do wojska. W marcu 1952 r. przyjechali z Opola do Szczecina. Przez kilka pierwszych dni mieszkał z młodym blondynem. Mówił, że to jego syn. Któregoś dnia blondyn zniknął i nigdy już się nie pojawił.

Zbrodnia

11 września 1952 r. Zofia S. odwiedziła swoją przyjaciółkę Irenę. Pracowały kiedyś razem w PGR Szczecin Gumieńce. Zawsze gdy się umówiły, jedna czekała na drugą. Tego dnia pierwszy raz zdarzyło się, że Ireny nie było w domu. W mieszkaniu zawodziło jej siedmiomiesięczne dziecko. Drzwi były otwarte, Zofia utuliła dziecko i przez dwie godziny czekała na przyjaciółkę. Usłyszała kobiece jęki w mieszkaniu obok. Przestraszyła się. Zabrała malucha i wyszła. Przed kamienicą spotkała sąsiadki Ireny. Zdziwione całą sytuacją zaczęły wołać: "Irka! Irka!"
Wyszedł do nich Józef C. Zapytał, dlaczego tak wrzeszczą, a gdy usłyszał odpowiedź, rzucił swoje: "Na te młode baby to trzeba by bomby atomowej, bo dzieci nie pilnują". I poszedł sobie.

25-letni mąż Ireny wrócił z pracy koło godz. 18.30. Żona zwykle czekała na niego z obiadem, Tym razem nie. W mieszkaniu brakowało pierzyny, koca, prześcieradła, garnituru i zegarka. Wieczorem w komisariacie na Niebuszewie zgłosił zaginięcie żony. Pod kamienicę przyjechał patrol milicji. Zainteresowało ich mieszkanie Józefa C. Właściciela nie było, mąż zaginionej zajrzał do środka przez okno i zauważył swoją pierzynę. Milicjanci czekali, aż właściciel wróci z kina. Zatrzymali go i weszli do mieszkania.

Milicyjna notatka: "W pokoju na kanapie leżały zwłoki Ireny, z odciętą głową, rękami, nogami i wyciągnięitymi wnętrznościami. Ręce i jedno udo przy szafie. Wnętrzności - w wiadrze pod oknem. W kuchni na zlewie, krzesłach i drzwiach czerwone plamy - część nieudolnie pościerana. Na półce przy kaflowej kuchni miska do połowy wypełniona czerwoną cieczą. Obok maszynka do mielenia mięsa ze śladami mielenia. Na talerzach serce i wątroba ludzka. Na stole na patelni niedojedzona jajecznica z jakimś tłuszczem. Obok chleb ze smalcem, sałatka z pomidorów i kawałek surowego mięsa, chyba wołowego. Po mieszkaniu walały się butelki po piwie i wódce".

Lekarz przeprowadzający sekcję zwłok miał kłopoty z ustaleniem przyczyn zgonu. Wpisał "brak głowy - nic wiadomo więc, co było bezpośrednią przyczyną śmierci". Drugi lekarz sporządzający opinię po sekcji napisał, że "sposób poćwiartowania zwłok - jednorazowe cięcia, bez powtórzeń, równo w stawach i wydobycie narządów wewnętrznych świadczą o pewnej fachowości sprawcy, wprawnej technice".

Józef C. zeznał milicji, że głowę zatopił w pobliskim jeziorku. Jego wersja była taka: zabił 20-letnią sąsiadkę, bo od dawna chciał z nią sypiać, a ona nie chciała mu ulec. Uderzył ją więc młotkiem w głowę. Poćwiartował zwłoki, bo chciał je wynosić w częściach.

W jego mieszkaniu milicjanci znaleźli sukienki i buty damskie, sukieneczki i majteczki dziecięce oraz książkę lekarską po niemiecku. Na temat książki C. powiedział w śledztwie: "Używałem jej prywatnie do studiowania, bo interesowałem się zajęciami leczniczymi". Ani słowa o dziecięcych ubrankach.

Podczas śledztwa Józef C. wszystko "wyśpiewał". Z zawodu był rzeźnikiem. Naganiaczką ofiar była kasjerka kina. Podsyłała mu dzieci, którym zabrakło kilkadziesiąt groszy do kupna biletu.
Mówiła dzieciakom: "- Ten pan, co tam mieszka, da ci tyle, ile brakuje do ceny biletu."

Józef C. zabijał, a wieczorami wywoził trupy ofiar do opuszczonego gmachu magazynów dzisiejszej Wyższej Szkoły Rolniczej. Tam w piwnicy przerabiał trupy pomordowanych na produkty jadalne. Gdzie je sprzedawano? Tego do końca nie ustalono. Nie ulegało jednak wątpliwości, że bigosy sprzedawane na bazarze, który wtedy mieścił się tu, gdzie dziś jest dworzec PKS, były jego wyrobu.
Gdy, w toku śledztwa, spuszczono wodę ze stawu przy ul. Słowackiego, znaleziono w nim kilkadziesiąt czaszek ludzkich, przeważnie dzieci.

Jego proces w tzw. trybie doraźnym trwał zaledwie kilka dni. Za pozbawienie życia Ireny J. 17 września 1952 r. skazany został na karę śmierci. Prosił Bolesława Bieruta o ułaskawienie. Łaski nie było. Jawność procesu Józefa C. wyłączono ze względu na to, że "okoliczności mogłyby wywołać niepokoje społeczne". Po dwóch dniach od wyroku w prasie lokalnej ukazały się lakoniczne notki. "Kurier Szczeciński" z 19 września 1952 r. krótko poinformował: "Zwyrodniały morderca skazany na karę śmierci". Wyrok wykonano 3 listopada o godz. 17.45.

Na podstawie artykułu Moniki Adamowskiej (GW)

*
wspomniane kino Młoda Gwardia znajdowało się po przeciwnej stronie ulicy, w miejscu dzisiejszego parkingu przed wieżowcem. To podczas kopania jego fundamentów, doszło do zawalenia się kina. Budynek został rozebrany.


Hasłem do logu jest słowo w cudzysłowie, znajdujące sie na niebieskiej tabliczce powyżej bramy.

Wpisy do logu: znaleziona 285x nieznaleziona 0x komentarz 5x Wszystkie wpisy Pokazuj usunięcia