OC logo
Banner
Musisz być zalogowany, by wpisywać się do logu i dokonywać operacji na skrzynce.
Skrzynka nietypowa
difficulty terrain
stats
Zobacz statystykę skrzynki
EM-139 Oblubieniec z piekła rodem - OP4317
Bestiariusz Zagłębiowski #4
Właściciel: etna&mars
compass Zaloguj się, by zobaczyć współrzędne. (WGS84)
altitude Wysokość: 256 m n.p.m.
location Województwo: Polska > śląskie
type Typ skrzynki: Skrzynka nietypowa
size Wielkość: Mała
status Status: Zarchiwizowana
hidden Data ukrycia: 30-10-2011
creation-date Data utworzenia: 30-10-2011
last-mod Ostatnio zmodyfikowano: 08-08-2014
znaleziona 74x znaleziona
nieznaleziona 1x nieznaleziona
komentarz 6 komentarze
watchers 8 obserwatorów
visits 1 odwiedzających
votes 64 x oceniona
score Oceniona jako: znakomita
rekomendowana 7 x rekomendowana
Skrzynka rekomendowana przez: Agatha, BEATKA7, BUMAG, GFS, OrdysD_TEAM, sebastian, Wrzos
Aby zobaczyć współrzędne oraz
mapę lokalizacji skrzynki,
musisz się zalogować.
attributes Atrybuty skrzynki

Potrzebna latarka 

Zapoznaj się z opisem atrybutów OC. link
description Opis PL

Bestiariusz Zagłębiowski

 

Dość już mając lochów łęczyckiego zamku, udał się diabeł Boruta do piekła, by z Lucyferem paktować.
- Pozwól mi, książę, w świat ruszyć. Przez pół roku wędrować będę, niegodziwości czynić i do złego namawiać. Pozostałą część roku w lochach łęczyckiego zamku, jakeś przykazał, spędzać będę.
Lucyfer łaskawie Boruty wysłuchał, po czym dłonią skinął. Pojawiły się pióro i pergamin. Umowa spisana została i Boruta w świat ruszył.
Wpierw udał się na Łysą Górę. Miejsce bardzo mu przypadło do gustu, szybko jednak musiał nową siedzibę porzucić, gdyż klasztor tam wybudowano, a jak wiadomo niedogodne to sąsiedztwo dla diabła. Uciekł tedy, nierad wielce, z gór Świętokrzyskich w Karpaty.
Stamtąd zamiarował w drogę powrotną do Łęczycy ruszyć. Jednak z powrotem się nie śpieszył, w końcu czasu miał jeszcze wiele. Po drodze zabawił w karcznie w Suchej Beskidzkiej, nie odmawiając sobie najlepszego jadła, ni najznamienitszych trunków. Hulał Boruta ile dusza diabelska zapragnie, a czas płynął. W końcu jednak czart w dalszą drogę ruszył.

 

 

Pewnej nocy stanął Boruta w Będzinie, gdzie pięknie oświetlony zamek zdawał się przybysza zachęcać, by zawitał w jego podwoje choć na chwilę. Pojechał tedy diabeł, na swym pięknym dereszu pod bramę. Straż widząc przybysza odzianego w czarny, bogato zdobiony złotem i drogimi kamieniami żupan, nie czyniła mu kłopotu. Sądzili, iż tak zamożny pan przez starostę Goławskiego - właściciela zamku - zaproszony został. Czym prędzej zacnego gościa do zamku wpuszczono i przed oblicze starosty zaprowadzono. Boruta starostę powitał, jako obyczaj nakazywał i rzekł:
- Szlachcicem jestem, z Węgier pochodzę, a na Litwę zmierzam, by przejąć spadek po zmarłej babce. Noc już późna, a widząc piękny ów zamek postanowiłem o nocleg poprosić.
Starosta łaskawie przybysza wysłuchał, a że przekonany był, iż ów jest tym, za kogo się podaje rzekł:
- Rad będę gościć tak zacnego wędrowca w moich skromnych progach. Niedługo noc sylwestrowa przypada. Z tej to okazji na zamku noworoczny bal wydany będzie. Zostań zatem, zacny panie, w gościnie do tego czasu, odpocznij po dalekiej podróży.
- Wspaniała to propozycja i grzechem byłoby jej odmówić.
Po rozmowie gość udał się na spoczynek. Rankiem, przy śniadaniu starosta przedstawił diabła swej żonie Annie i córce Halszce.
Borucie natychmiast wpadła w oko urodziwa panna i plan pewien powziął. Na balu diabeł nie tańczył, jedynie piękną halszkę wzrokiem łakomym śledził. Zbliżyć się do niej nie mógł, gdyż złoty krzyżyk na szyi nosiła, co skuteczną ochroną przed diabelskimi zakusami było. Tak to, do panny zbliżyć się nie mogąc, siedział Boruta przy biesiadnym stole, puchary starego węgrzyna i miodu wychylał i opowieści słuchał. Starosta prawił, jak to niegdyś sam Kazimierz Wielki przez Będzin przejeżdżając na wypoczynek tu stanął. Później zaś chciał swe ziemie o księstwa śląskie poszerzyć, lecz śląscy książęta radzi temu nie byli. Wtedy to kazał Kazimierz na granicach swych ziem twierdze warowne budować. Jedną z nich jest ów wspaniały będziński zamek.
Boruta, nie chcąc z konkurów szybko zrezygnować, postanowił dłużej w Będzinie zabawić. Pod pozorem konieczności wysłania pachołka na Węgry po zapomniany dokument wielkiej wagi, niezbędny do egzekucji testamentu, o przedłużenie gościny poprosił.
Państwo starostowie przychylnie prośbę diabła przyjęli widząc, że córka podkochuje się w przybyszu. Niedługo potem rozeszła się wieść, że piękna Halszka i węgierski pan do ślubu się sposobią. O tym, iż powody były, że do ślubu dojść nie mogło, wiedział jedynie piekielny oblubieniec. Czas płynął i termin przewidziany umową zbliżał się nieuchronnie.
Pewnego wieczora Boruta w wieży właśnie przebywał, i wino czerwone popijając dumał, co by tu jeszcze złego uczynić. Wtem jego rozważania przerwało nagle pojawienie się posłańca z piekła rodem.
- No, panie Boruta, czas ma się ku końcowi,  za trzy dni od jutra - zgodnie z umową - stanąć masz w Łęczycy.

Powiedziawszy to posłaniec zniknął odpowiedzi nie czekając. Przeklął diabeł siarczyście. Czasu miał niewiele, najpóźniej jutrzejszego ranka w drogę ruszyć musiał do mrocznych i zimnych lochów łęczyckiego zamczyska. Zirytowany Boruta, ostatnią tedy niegodziwość umyślił. Odjeżdżając z zamku, zatrzymał diabeł konia przy przepływającej opodal rzece. Oderwał czarny guzik od swego kontusza, a rzuciwszy go do wodu rozkazał: obys już zawsze toczyła czarne wody. Na te słowa wzburzyła się rzeczna toń, zakotłowała i zgodnie z diabelskim życzeniem czarna się stała. Po wyjeździe oblubieńca nieszczęsna Halszka do klasztoru poszła, a woda w przeklętej rzece - zwanej od tej pory Czarną Przemszą - takiej też jest barwy.

Źródło: "Historie i Legendy Ziemi Będzińskiej", autor tekstu: Karina Stefaniak 

Dodatkowe informacje
Musisz być zalogowany, aby zobaczyć dodatkowe informacje.
travelbug Geokrety

geokret  DOMEK - Całkowity dystans: 725 km

Wpisy do logu: znaleziona 74x nieznaleziona 1x komentarz 6x Photo 4x Galeria Wszystkie wpisy