Największy na świecie niekomercyjny serwis geocachingowy
GeoŚcieżki - skupiające wiele keszy
Ponad 1000 GeoŚcieżek w Polsce!
Pełne statystyki, GPXy, wszystko za darmo!
Powiadomienia mailem o nowych keszach i logach
Centrum Obsługi Geokeszera wybierane przez Społeczność
100% funkcjonalności dostępne bezpłatnie
Przyjazne zasady publikacji keszy
You have to be logged-in in order to perform operations on this cache.
stats
Show cache statistics
Zapora na Solinie - OP98G5
Owner: WRÓBEL.
Please log in to see the coordinates.
Altitude: m. ASL.
 Region: Poland > ?
Cache type: Traditional
Size: Micro
Status: Ready for Search
Date hidden: 09-08-2020
Date created: 09-08-2020
Date published: 09-08-2020
Last modification: 17-11-2021
76x Found
3x Not found
3 notes
watchers 2 watchers
91 visitors
31 x rated
Rated as: Good
1 x recommended
This cache is recommended by: Burzyki
In order to view coordinates and
the map of caches
you must be logged in
Cache attributes

Go geocaching with children  Take something to write  Fixed by magnet 

Please read the Opencaching attributes article.
Description PL

*Uwaga opis kesza jest praktycznie kopią strony  http://wycieczki-bieszczady.pl/atrakcje-turystyczne-w-bieszczadach/zwiedzanie-zapory-w-solinie/  mam nadzieję ,że nikt mi za to głowy nie urwie nie mam zamiaru uprawiać plagiatu a temat jest zbyt rozległy i za dobrze opracowany, żebym  ponownie próbował wywarzyć te drzwi  . Na tej stronie znajdziecie dodatkowo ciekawe grafiki więc polecam przekierować się od razu do oryginału . Tekst wrzucam tu w całości bo strony potrafią znikać, domeny wygaszać a ten opis zawiera wszystko co trzeba wiedzieć więc autora strony chyba tu nawet trochę automatycznie wypromuję;)*

*✿ Ode mnie dodam tylko, że jest to największa zapora w Polsce , korona zapory to teraz takie Solińskie Krupówki a kesza wskaże Mugolka123 w hincie (◕ᴗ◕) *

 

Info
Zalew Soliński to 500 000 000 m3 (pięćset milionów metrów sześciennych) wody, które w ryzach trzymają „zielone wzgórza” oraz 2 000 000 ton betonu. Dziś zbiornik powstały w sercu Bieszczadów, to serce turystyczne całego regionu, miejsce w którym po górskiej wędrówce zasmakujemy orzeźwienia podczas kąpieli. Budowla, która ma nawet swoje mroczne tajemnice.

 

Więcej o zaporze

ZANIM POWSTAŁO JEZIORO

Na starych mapach WIG z 1938 roku znajdziemy nazwy, których próżno nam szukać na dzisiejszych mapach turystycznych. Nie ma ich nawet zapisanych kursywą, jak to się dzieje w przypadku nieistniejących, wysiedlonych miejscowości.

Tereny dawnego Zadziału, Polany, Łęgu, Paraszczakówki, Wągliska, Jutrynia, Sokole, Zawóz, Solina – dawnych wsi i ich przysiółków, dziś są terenami położonymi na dnie sztucznego Jeziora Solińskiego, od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów pod wodą. Tafla wody oscyluje w okolicy wysokości ok. 420 m n.p.m.

Geografia Bieszczadów zmieniała się bardzo, najpierw w latach 50., następnie w latach 60.

Budowa zbiornika na Sanie nie byłaby możliwa, gdyby nie koncepcja z roku ’21 – profesora Karola Pomianowskiego. Wizję profesora zaczęto realizować już w roku 1921 w Myczkowcach, jednak nieskutecznie. Nie powstałoby także „bieszczadzkie morze”, gdyby nie tzw. „Akcja H-T / Akcja 51”. W wyniku tego wydarzenia do Polski po wojnie wróciło 480 km Bieszczadów, w tym dzisiejsze tereny zalewowe zbiornika. Lewa strona Sanu była dzięki temu do dyspozycji.

BUDOWA

Warto podkreślić, że dużo wcześniej niż zapora w Solinie, zaczęła powstawać mniejsza zapora w Myczkowcach. Kiedy zbiornik Myczkowski był gotowy zaczęły się pracę nad drugą kaskadą.

Budowę zaczęto od stworzenia warunków do pracy dla ok. 2000 planowanych pracowników. W 1960 roku na Zabrodziu zaczęły powstawać budynki noclegowe dla pracowników, stołówki, wielkie betoniarnie. Na oczach budowniczych położona na północ góra „Koziniec” zaczęła znikać. Stworzony tam kamieniołom dostarczył 1 200 000 ton kruszywa – piaskowca, który posłużył jako materiał budowniczy!

W osiem lat wzniesiono najwyższą w Polsce tamę, która spiętrzyła wody Sanu i Solinki oraz dziesiątków mniejszych potoków. Dzięki temu powstał sztuczny zbiornik wodny o największej pojemności w Polsce, którego głębokość wynosi przy wysokich stanach wody nawet 63 m.

Powstało jezioro, które na zawsze zmieniło geografię Bieszczadów – 22 km2 powierzchni przy bardzo skomplikowanej linii brzegowej. Gdyby zrobić sobie pieszą przechadzkę brzegiem zalewu, zajęłoby nam to kilka dni i pokonalibyśmy 150 km. Wsie, które niegdyś były blisko siebie, przedzielone spiętrzonym Sanem lub Solinką stały się bardzo odległe.

Ciekawostką jest także to, że zmienił się nieznacznie klimat w Bieszczadach. Zbiornik absorbuje ciepło latem i zimą oddaje, więc zmniejszyły się roczne amplitudy temperatur. Wezbrały jednak wiatry, co sprawiło, że bieszczadzkie morze jest wprost rajem dla zakochanych w białych żaglach. W swobodnym żeglowaniu nie przeszkadzają natomiast skutery wodne i motorówki, gdyż wody zalewu objęte są tzw. ciszą motorową. Oprócz łodzi służb wodnych i kilku statków turystycznych nie będzie na Jeziorze Solińskim więcej motorówek.

 

Sama zapora to obiekt naprawdę imponujący. Już od samych liczb z nią związanych kręci się w głowie, wcale nie musimy patrzeć w dół z jej korony. Efektem 8 lat pracy 2000 robotników jest żelbetonowy kolos o długości 664 metrów o łamanym na kształt liter V przebiegu. Nie jest monolitem, ale ma budowę segmentową z dylatacjami czyli przerwami pomiędzy segmentami zabezpieczonymi ogromnymi uszczelkami. Jest to tzw. zapora typu ciężkiego, grawitacyjna – czyli jej ciężar skutecznie walczy z naporem wody. Korona zapory to droga wzdłuż całej długości budowli o szerokości 8 metrów, to najludniejszych deptak w Bieszczadach. Wnętrze zapory to niemal sam żelbeton. Kubatura zapory to 760 000 m3. W środku znajdują się jednak tunele serwisowe nazywane galeriami o łącznej długości 2,5 km. Dwa z tych tuneli są udostępnione turystom.

WNĘTRZE ZAPORY MOŻNA ZWIEDZAĆ!

Zwiedzanie wnętrza zaczynamy od krótkiego filmiku, który wyjaśnia nam mechanikę zapory i procesy, które w niej zachodzą. Po filmie do grupy dołącza przewodnik, który zabiera wszystkich do wnętrza kompleksu. Warto pamiętać, że wewnątrz zapory panuje stała temperatura 7-8 ºC oraz 100% wilgotność. Do pokonania będzie także około 100 stopni schodów. Zanim jednak zobaczymy wnętrze tajemniczej budowli musimy przekroczyć rogatki, gdzie znajdziemy się pod czujnym okiem strażników. Tam będziemy musieli schować kamery i aparaty i od tej pory wysilić swoją pamięć.

Pierwszym przystankiem są stare turbiny, które przeszły na „techniczną emeryturę”. Niebieskie „wirniki” posiadają tabliczki znamionowe z opisami mocy, czasem pracy oraz rozkładem ile pracowały w trybie „turbinowym” lub „pompowym”, przewodnik opowie również historie dwóch śmigłowców MI-2, które tak intrygują ciekawych turystów. Dodam, że prawda o nich … trochę rozczarowuje.

Pierwszym przystankiem wewnątrz budowli jest „hala maszyn” – tam widać elementy prowadzące 4 hydrozespołów: 2 klasycznych i 2 tzw. rewersyjnych o łącznej mocy 200 MW. Tam towarzyszy nam charakterystyczne dudnienie i huk w przypadku, jeśli któryś z hydrozespołów będzie pracował. Z tego miejsca widać także ogromny dźwig do konserwacji hydrozespołów, a także starą nastawnię z lat 60-tych.

Następnie schodzimy do najniższej galerii serwisowej, tam już zaczyna być ciekawie. Na pewno na wyobraźnię działa wiedza, że nad nami jest 81,7 m betonu ważącego 2 mln ton, a zaraz za ścianą 60 m słupa wody. Dodatkowo najniższa galeria znajduje się 6 m pod dnem jeziora. 

Co kilka metrów mijamy urządzenia pomiarowe, takich urządzeń w całej zaporze znajdziemy ogromne ilości. Nieustannie mierzą ciśnienie, naprężenie betonu, jego temperaturę i wilgotność oraz przepływ wody dostającej się przez szczeliny i zakamarki.

Ciekawy jest także zapach. Wprawny nos wyczuje wysoko zmineralizowaną wodę. 2 mln ton betonu naciska na fundament skalny, który musi być rozprężony. Dlatego w dolnej galerii co 5 metrów znajduje się głęboki na 50 metrów odwiert, z którego wycieka powoli woda mineralna. Samo słowo „Solina” pochodzi od występujących w naszym regionie wód mineralnych.

Kilkadziesiąt metrów spaceru i wychodzimy na druga galerię, znajdującą się na wysokości parkingu, z którego weszliśmy do zapory. Do pokonania około 50 schodków w ciasnej klatce schodowej, wprawny obserwator zauważy, że w pewnym momencie beton zaczyna wilgotnieć i zielenieć. Oznacza to, że dotarliśmy do dna jeziora – niżej beton – co ciekawe pozostaje suchy!

W drugiej galerii można zobaczyć naprawdę majestatyczny kawałek budowli, to tzw. powiększona fuga dylatacyjna, mniej technicznym językiem – ogromna szczelina pomiędzy betonowymi segmentami przyporowymi zapory! Wyglądem i akustyką przypominający transept w gotyckiej katedrze.

To ostatni punkt wewnątrz zapory. Ciekawym momentem jest wyjście z tej ogromnej masy betonu, szczególne odczucie gwałtownej zmiany wilgotności i temperatury. Przewodnik odprowadza grupę do rogatek i idziemy w kierunku autokaru. Wszyscy jeszcze przez dłuższą chwilę pozostają pod wrażeniem.

 

Zapora to jednak tylko część inwestycji z lat 60-tych. Równie ważna jest elektrownia znajdująca się w jej wnętrzu. Częściowo elementy elektrowni poznajemy podczas zwiedzania wnętrza zapory. Prawdziwe mechaniczne serce elektrowni znajduje się jednak z dala od wzroku zwiedzających.

Aby zrozumieć zasadę działania zapory, musimy uświadomić sobie jak wielką energię posiada woda spadająca z wielkich wysokości. Wlewy wody znajdują się 47 metrów wyżej niż turbiny. Woda spadając porusza te kilkutonowe „wiatraki” napędzając je, te znów przekazują ruch kołowy do generatorów prądu. Turbina i generator razem nazywany jest turbozespołem. Takich turbozespołów jest w zaporze 4 i mają łączną moc 200 000 000 W. To wystarcza, aby jednocześnie zapalić 4 000 000 żarówek 50 W. To jednak sytuacja idealna, zapora przeważnie nie pracuje na wszystkich hydrozespołach. Nie może także pracować w sposób ciągły, gdyż zużywałaby więcej wody, niż dopływałoby do zbiornika z rzek i potoków. Jest to tzw. elektrownia szczytowo-pompowa, produkuje energię w tzw. „szczytach energetycznych”, czyli wtedy, gdy na energię jest większe niż zwykle zapotrzebowanie. Gdyby turbiny pełnym przepływem pracowały bez przerwy, woda opadłaby do wysokości wlewów (47 m od turbin) w kilkanaście dni. „Pompowa” w nazwie oznacza, że turbiny mają możliwość odwrócić swój bieg i pompować wodę ze zbiornika dolnego (Myczkowskiego) z powrotem do górnego. Wystarczy, że do turbin tzw. rewersyjnych dostarczymy energię i zamienimy ją z generatora prądu na pompę. Możemy w ten sposób powtórnie wykorzystać tą wodę do produkcji energii. To tak jakbyśmy prąd zamieniali z powrotem w wodę!

  • W 2000 roku elektrownia została zmodernizowana, podniesiono wydajność hydrozespołów, ale także skomputeryzowano cały proces. Trudno to sobie wyobrazić, ale dziś od momentu zainicjowania procesu produkcji energii do jej przesyłu mija niespełna 2 minuty
Rules of reactivation Można zreaktywować na mocniejszym magnesie . Po zewnętrznej zapory .
Read more about reactivation of geocaches here
Additional hints
You must be logged-in to see additional hints
Pictures
Oj te sznurówki